Zwykle pisarze muszą wymyślić fabułę swoich książek, ale zdarza się, że pisze im ją życie. W przypadku Andreasa Altmanna, druga opcja jest właściwa. Myślę jednak, że nikt nie chciały się z nim zamienić.
Już sam wydźwięk tytułu pobudza wyobraźnię i napawa obawą, co do zawartości książki. „Znawców” chwytów marketingowych od razu uprzedzę – tytuł nie jest prowokacją, lecz idealnym odzwierciedleniem autobiografii Altmanna. Sama początkowo sądziłam, że jest nadany na wyrost, ale po pierwszych stronach wiedziałam, że tę książkę najpierw trzeba przeczytać, a dopiero potem oceniać okładkę. Myślę, że nikt nie spodziewa się, co czeka na niego w środku. A czekają sceny niekiedy makabryczne.
Altmann miał ciężką młodość. Wszystkiemu winni są rodzice, a głównie ojciec, któremu wojna wypaczyła psychikę. Matka, kobieta słaba, dzięki swojemu mężowi, znienawidziła mężczyzn. Altmann tak opisał moment swoich narodzin: „Zobaczyła moją płeć i wydała z siebie ten histeryczny szloch. Wyraz okrutnego rozczarowania. Wszystko, co męskie – a co mogło być bardziej męskiego niż kutas – było dla niej symbolem podłości i opresji, trwającego całe życie rozczarowania.” Nie godząc się na kolejnego syna, nazywała go „Puppa”, czyli laleczka i ubierała w dziewczęce sukieneczki, co współgrało z jego dziewczęcą jeszcze twarzą. Dzięki temu zasługiwał na miano „ulubionego syna”. Ta idylla trwała 4 lata, dopóki nie urodziła mu się siostra.
Od momentu narodzin siostry został odstawiony na dalszy plan i wtedy właśnie zaczął się jego koszmar. Zabiegając o zainteresowanie matki, posuwał się nawet do samookaleczenia: „Zaczęło się niewinnie: obgryzaniem paznokci. Gdy jedna trzecia była już obgryziona, gryzłem mięso z prawej i lewej strony paznokcia. Gdy i tam nie było już nic do obgryzienia, zdejmowałem buty i brałem się za paznokcie u nóg, pomagają sobie krwawiącymi tymczasem palcami rąk. I wszystko to zjadałem.”
Notoryczny brak zainteresowania matki, reżim, jaki wprowadzał ojciec, wieczne kłótnie w domu i bicie wpłynęły nieodwracalnie na jego psychikę. W obliczu tej tragedii, niewiarygodny jest fakt, co było źródłem utrzymania rodziny Altmannów – handel różańcami.
„Zasrane życie mojego ojca, zasrane życie mojej matki i moja zasrana młodość” to bogactwo złych doświadczeń, wyborów, kontrastów i konwenansów. O tej książce można wiele napisać, ale po co? Ją trzeba po prostu przeczytać. I chociaż nie robi się tego z przyjemnością, chyba że jest się masochistą, to jednak z nieskrywaną ciekawością. Jak to jest możliwe, żeby po tylu gorzkich doświadczeniach wyjść na przysłowiowych ludzi i jeszcze odnosić takie sukcesy jak autor tej autobiografii?
Książka napisana jest niesamowicie żywym, ujmującym językiem, jakim poszczycić się może niewielu pisarzy. Zwracam na niego szczególną uwagę, bo w tej autobiografii gra istotną rolę. Autor świetnie posługuje się nim w celu wzbudzenia emocji. A wierzcie mi, w tej książce nie ma zdania, które by ich nie wzbudzało.
Mam nadzieję, że wiele osób sięgnie po tę pozycję. Naprawdę warto.
Iwona Bujak
(iwona.bujak@dlalejdis.pl)
Andreas Altmann, „Zasrane życie mojego ojca, zasrane życie mojej matki i moja zasrana młodość”, Warszawa, Czarna Owca, 2014
Komentarze