„Zbrodnia, której nie było” - recenzja

Recenzja książki „Zbrodnia, której nie było”.
Krwawa zbrodnia w tęczowym świecie komunistycznej Łodzi.

Andrzej Selerowicz to autor „Leksykonu kochających inaczej” oraz powieści „Kryptonim Hiacynt”, a także pionier ruchu LGBT w Polsce. Tym razem zabiera swoich czytelników w świat krwawej zbrodni w sterylnym świecie łódzkich homoseksualistów.

Robotnicza Łódź i czasy komuny. Zbyszek ze swoimi przyjaciółmi prowadzi w miarę beztroskie życie. Kłopoty życia codziennego, zdają się omijać tę wesołą, lubiącą imprezy gromadę. Oderwanie się od szarej rzeczywistości i przeniesienie w świat tęczowych, homoseksualnych barw – tak wyglądała ich codzienność. Do czasu aż jeden z nich – aktor Remigiusz – nie pojawił się na kolejnej imprezie… Matka chłopaka twierdzi, że zmarł nagle na atak serca, jednak okoliczności zdarzenia sugerują coś zupełnie innego. Kobieta, bojąc się, że w trakcie śledztwa wyjdzie na jaw, że jej syn był gejem, pozacierała wszelkie ślady i zabroniła powiadamiania MO. Zbyszek z przyjaciółmi postanawiają jednak dotrzeć do prawdy na własną rękę. Czy zabawa w detektywów okaże się bezpieczna? Czy znajdą twarde dowody na morderstwo? I w końcu czy winny śmierci Remigiusza poniesie adekwatną karę?

Temat homoseksualizmu jest coraz częściej poruszany w polskiej literaturze. I bardzo słusznie, bowiem dzięki temu powoli przestaje być tematem tabu. Andrzej Selerowicz nie boi się tego zagadnienia i porusza go już po raz kolejny w swoich publikacjach. Motyw ten nie został przerysowany. W „Zbrodni, której nie było” poruszony został bardzo ważny problem – braku akceptacji odmiennej orientacji seksualnej własnego dziecka. Matka Remigiusza zrobi wszystko, by nikt nie dowiedział się, że syn był gejem. Kobieta jest w stanie porzucić chęć osiągnięcia sprawiedliwości i poniesienia kary przez zabójcę własnego dziecka… Brzmi strasznie, ale pamiętajmy, że fabuła powieści jest osadzona w czasach komunistycznej Polski. Zupełnie inna mentalność plus brak adekwatnej wiedzy na temat homoseksualizmu i wynik jest prosty: ukrywanie tajemnicy o seksualności syna za wszelką cenę.

Zbrodniczy wątek wciąga czytelnika, który nie może oderwać się od książki. Kto zabił? Dlaczego? I czy morderca zostanie odnaleziony? Tego nie zdradzę, bowiem nie chcę odebrać przyjemności z zagłębienia się w lekturze „Zbrodni, której nie było”. Dodam jeszcze, że nie musicie obawiać się przerysowanych bohaterów. Wręcz przeciwnie, każda z postaci to człowiek przeciętny – za to autorowi również należą się słowa uznania. Na pewno warto poświęć jesienny wieczór na tę książkę. Z pewnością nie będzie to czas zmarnowany. „Zbrodnia, której nie było” porusza, skłania do refleksji, ale momentami przyprawia o dreszcze na plecach.

Joanna Ulanowicz
(joanna.ulanowicz@dlalejdis.pl)

Andrzej Selerowicz, Zbrodnia, której nie było, Wydawnictwo Novae Res.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat