„Zbrodniarz i dziewczyna” - recenzja

Recenzja książki „Zbrodniarz i dziewczyna”.
Trudno o pisarza, który narratorem czyniłby postać tak podobną do siebie samego. Michał Witowski to pisarz wyjątkowy jednak nie tylko z tego powodu.

Pisarze nie należą do tej kategorii artystów, którym zależy na rozgłosie należnym celebrytom uwielbiającym pozowanie na ściankach. Rzadko autorzy pojawiają się na modnych imprezach, by szokować swoim wyglądem i przyciągać uwagę paparazzi. Michał Witkowski to prawdziwy ewenement nie tylko osobowościowy, ale i literacki, który stanowi potwierdzenia tezy, że nie wystarczy napisanie dobrej książki, by znaleźć się na ustach wszystkich. Pozowanie z różowym, pluszowym prosiaczkiem na ściance, przywdziewanie barokowych kostiumów czy głośne głoszenie swoich kontrowersyjnych poglądów oraz stworzenie damskiego alter ego to tylko kilka przykładów na to, że Michaśka należy do nowego gatunku literatów, zaprzyjaźnionych z mediami masowymi, czytających plotkarskie czasopisma i obnoszących się ze swoimi licznymi znajomościami w środowiskach LGBTQ. Witkowski jest tęczowy, homo i pod wpływem – tak jak bohater jego najnowszej książki „Zbrodniarz i dziewczyna”.

Druga część kryminalnego cyklu Michała Witkowskiego to lektura dla osób o mocnych nerwach i stalowych żołądkach, którym specyficzny, czarny humor autora odpowiada. Nie uprzedzajmy jednak faktów – najpierw niech czytelnik dowie się, jakie literackie danie zaserwował mu tym razem autor pamiętnego „Drwala” zanim pozna szczegóły stylu, którym unurzał autor swoją wyjątkowo paskudną opowieść. Bo jak inaczej można określić kryminałkę o tym, że w polskim mieście Breslau grasuje groźny, Przedwojenny Morderca, który czerpie satysfakcję (najpewniej seksualną!) z zabijania młodych chłopaków, a następnie z przebierania ich we własnoręcznie wykonane stroje stylizowane na minioną epokę? Michaśka, ta stara, łysiejąca ciota, która nawet nie może dotrzeć na czas na siłownię, by spotkać się z trenerem personalnym, odpowiedzialnym za zmniejszanie obwodu brzucha tego obrzydliwca, woli przesiadywać w Kaczce w oczekiwaniu na Studencika i snuciu wizji gorących wspólnych nocy wypełnionych otworami. Okazuje się jednak, że ostatecznie nic nie dzieje się przypadkiem i nagłe zainteresowanie Bartka Michaśką ma swoje uzasadnienie. W wyniku szczęśliwego zbiegu okoliczności, ukartowanego, „przypadkowego” zabójstwa i miłości bohatera do młodych chłopców i historii własnego miasta najbardziej leniwa ze wszystkich wrocławskich ciot zostaje wplątana w rozkręcającą się spiralę zabójstw, której ostatnim zakrętem i ostatecznym ukoronowaniem ma być... sama biedna Michaśka!

Nie da się ukryć, że Michał Witkowski i jego „Zbrodniarz i dziewczyna” to nie jest lekkostrawny zestaw dla fanów klasycznej estetyki. Autor, który, jak sam twierdzi, spędził wiele czasu na zgłębianiu tajemnic mody i patomorfologii, w najnowszej powieści udowadnia to z całą mocą. Odkrywanie i zakrywanie, doskonałość i absolutny brak perfekcji, maskowanie i wydobywanie na światło dzienne – dwa przeciwstawne żywioły, dwie dziedziny, w których nic nie dzieje się bez przyczyny, a stanowi wyraz dwóch wielkich ludzkich namiętności – tworzenia i niszczenia. W „Zbrodniarzu i dziewczynie” mamy więc zachwyt nad pięknem ubrań, delikatnych tkanin i rozpacz nad losem zawodem krawca, ale również ociekający krwi, przesiąknięty smrodem rozkładających się zwłok opis sekcji zwłok i pośmiertnych zabaw z ciałem denata.

U Witkowskiego nie ma pojęcia tabu, nie ma granic, których nie da się przekroczyć. Jego najnowsza powieść to swoisty hołd złożony na ołtarzu własnej próżności i samozachwytu, ale jednocześnie to uderzenie obuchem w naszą świadomość śmiertelności. Głowa, w której powstają najgenialniejsze myśli, to tak naprawdę tylko kawałek kości, na którym studenci medycyny rozrysowują poszczególne żyły i nerwy. Świat, w którym śmierć tańczy pod ramię z życiem, w którym wybieramy najlepsze ubrania po to, by za chwilę w nich zginąć, to ten świat tuż za progiem świadomości. I nie pozostaje nic innego niż pogodzić się z tą świadomością, a najwyżej starać się z nią oswoić – śmiechem lub brutalnością odbierając jej powagi.

„Zbrodniarz i dziewczyna” to nie jest książka wybitna, ba, to nawet nie najlepsza książka w dorobku Witkowskiego. Na pewno nie polecam jej tym osobom, które łatwo odczuwają obrzydzenie i wstręt. Jeśli nie jesteście fanami literatury spod znaku homo również możecie być zdegustowani. Ale jeśli zdecydujecie się na przeczytanie tej pozycji, w którymś momencie niechybnie dopadnie Was refleksja. Tak jak nieuniknione było branie leksotanu przez Paulę, przyjaciółkę Michaśki.

Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)

Michał Witkowski, „Zbrodniarz i dziewczyna”, Świat Książki, Warszawa 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat