Leslie Carroll postanowiła dokonać przeglądu, jej zdaniem, dwunastu najbardziej zdemoralizowanych członków europejskich dworów. Zaczynamy od Jana Bez Ziemi, który w przerwach między spiskowaniem przeciw ojcu i bratu mało udolnie podrywał nie te kobiety, co trzeba, ostatecznie doprowadzając do konfliktu na skalę międzynarodową. Zaraz po nim poznajemy bliżej, choć zachowując bezpieczną odległość uniemożliwiającą skończenie na palu, pierwowzór wysysającego krew Draculi, czyli Wlada Palownika lubującego się w masowych mordach i torturach. Kolejną część poświęcono dwóm braciom Edwarda IV: zdradzieckiemu Jerzemu Plantagenetowi i Ryszardowi III, oskarżanemu o wszystko, od dysproporcji fizycznych po dzieciobójstwa książąt z Tower. W przypadku tego drugiego wyjątkowo razi mnie stronniczość autorki wychodzącej z założenia, że każdy, kto ośmiela się go bronić, tkwi w błędzie. W końcu, po obowiązkowej pozycji, czyli paranoicznym, siedmiokrotnie żonatym Iwanie IV Groźnym, przychodzi pora na panie.
Niestety lub stety, zależy, jak na to spojrzeć, czeka nas spore rozczarowanie. Poza wyjątkiem w postaci dosłownie i w przenośni idącej po trupach do celu przy organizacji urodowego SPA Krwawej Hrabiny Batory, okazuje się, że największym złem, jakie dobrze urodzone bądź poślubione damy były w stanie wyrządzić okazywało się… nad wyraz rozwinięte życie erotyczne. Czy jednak można stawiać skandale obyczajowe na jednej szali, z psychopatycznym znęcaniem się i ludobójstwem? Być może rozdziały te w odróżnieniu od pozostałych, czasem wręcz przepełnionych przejawami okrucieństwa, miały mieć charakter bardziej rozrywkowy niż edukacyjny, ale dla mnie były w większości doskonale zbędne. Jedyną rzeczą zapamiętaną na temat konkurującej z Elżbietą I Letycji Knollys jest to, że autorka nie mogła się zdecydować, jak ta kobieta w ogóle wyglądała. Raz była blada i miała kasztanowe włosy, raz była ruda i miała brzoskwiniową cerę, a rzekomo miała być bardzo podobna do swej konkurentki.
Mimo nie do końca przekonującego stylu opowieści „Zbrodnie i skandale na królewskich dworach” na pewno nie są zupełną stratą czasu. Zagłębiając się w pikantne szczegóły i makabryczne opisy, zawsze trzeba brać poprawkę na to, że opieranie się na relacjach ludzi z dawnych epok jest trudnym zadaniem. Każdy, kto w przeszłości sięgał po pióro i inkaust nie robił tego wyłącznie z własnej inicjatywy. Zawsze przemawiała za tym określona korzyść własna lub rodzinna lub był ktoś, komu zależało na przedstawieniu faktów zgodnie z własnym interesem, dlatego też dokonując kompilacji wielu często zaprzeczających sobie źródeł bardzo łatwo o pomyłkę lub przesadę.
Największą zaletą powieści pozostają fragmenty pamiętników bądź listów samych zainteresowanych. Dzięki nim mamy szansę sięgnąć głębiej i choć na chwilę zerknąć pod maskę w jakimś stopniu wykreowanego przez innych potwora czy lubieżnej panny. Myślę, że wiele osób będzie zaskoczonych odkrywając, że słowa „Nigdy niczego nie było mi wolno. Nie mogłem robić ani tego, co chciałem, ani tego, co powinien robić chłopiec w moim wieku” nie pochodzą z dziennika żyjącego współcześnie i trzymanego w złotej klatce ucznia prywatnej szkoły, ale z prywatnych zapisków Iwana IV Groźnego. Tego samego, dla którego synonimem dobrej zabawy w wieku 13 lat podobno było zrzucanie kotów i psów z murów zamku.
Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)
Leslie Carroll, „Zbrodnie i skandale na królewskich dworach”, Warszawa, Wydawnictwo MUZA, 2018 r.
Komentarze