„Zdążyć z miłością” - recenzja

Recenzja książki „Zdążyć z miłością”.
Czytając pierwsze, jakże zgodne opinie o tej książce głoszące, iż jest istnym wyciskaczem łez, byłam przekonana, że to przesada i żadna łza nie spłynie po moim policzku. Jak bardzo się myliłam…

Zimne jesienne wieczory od jakiegoś czasu uwielbiam umilać sobie lekturą kobiecej literatury. Romanse, rozstania i powroty, niewybredny humor i ogromny ładunek emocji towarzyszą mi wraz z bohaterami powieści każdego dnia. Kiedy kilka dni temu sięgałam po książkę Beaty Majewskiej pod tytułem „Zdążyć z miłością” byłam przekonana, że to kolejna lekka lektura, która pozwoli mi miło spędzić czas i oderwać się na chwilę od codziennych problemów. Jak się jednak okazało, ta książka poruszyła najtajniejsze głębie mojego serca, powodując potok łez cisnących się do oczu, których w żaden sposób nie mogłam powstrzymać.

Olga to dojrzała kobieta po przejściach. Opuszczona przez kochanka, pozbawiona resztek kobiecości przez przebyty niedawno zabieg nie wierzyła w to, że w życiu może ją spotkać coś dobrego. Kiedy pewnego dnia na korytarzu swojego laboratorium medycznego spotyka rezolutną dziewczynkę Faustynę i jej ojca Kamila, nie przeczuwa nawet, że ta dwójka - a właściwie trójka wraz z synem mężczyzny Maksiem - przewróci jej życie do góry nogami. Olga, zawsze otwarcie deklarująca swoją pogardę dla dzieci i macierzyństwa, nie wierząca w Boga, zawzięta ateistka, zaczyna spotykać się z samotnym, wierzącym ojcem dwójki rozbrykanych urwisów. Zwykła znajomość przeradza się w końcu w płomienny romans, aż wreszcie kochankowie stają na ślubnym kobiercu. Wydawałoby się, że nic nie może zniszczyć ich szczęścia. Niestety do rodziny po raz kolejny bez ostrzeżenia wkrada się śmierć, zabierając ze sobą radość, miłość i poczucie bezpieczeństwa. Choć Oldze w jednej chwili zawalił się świat, przekorny los odbuduje go na nowo.

Przyznam szczerze, że do tej pory żadna inna książka nie poruszyła mnie tak bardzo. Podczas lektury towarzyszyły mi skrajne emocje: od szczerego śmiechu do wybuchów płaczu. Naprawdę byłam przekonana, że nie uronię żadnej łzy, a tymczasem polały się ich tysiące. Od książki nie można się wprost oderwać - każda kolejna strona wciąga coraz bardziej, a czytelnik z napięciem poznaje dalsze losy bohaterów. Chociaż emocje, które wywołuje powieść, są z pewnością największym atutem tego dzieła, to chciałabym również zwrócić uwagę na genialny język powieści i świetną kreację bohaterów. Rzadko zdarza mi się być aż tak zachwyconą kunsztem literackim autora, ale tutaj naprawdę można mówić o prawdziwym mistrzostwie.

Jeżeli lubujesz się w prawdziwych emocjach i nie wstydzisz się łez wzruszenia, to koniecznie sięgnij po tę książkę. Jestem przekonana, że każdy, kto odważy się poznać historię tej trudnej miłości, nie tylko będzie nią zachwycony, ale będzie chciał do niej wracać wiele razy.

Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)

Beata Majewska, „Zdążyć z miłością”, Książnica, 2017 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat