Tym sposobem natknęłam się na „Wyjechać”. Brzmiało nieźle. Tytuł podróżniczy, opis książki – też wpasowujący się w klimat, wydawnictwo z nazwą naiwnie sugerującą mi zdobywanie świata (tak jak gór). Po kilku stronach okazało się, że podróż jest dość znaczącym tłem książki, ale… zdobywanie dotyczy kobiet.
Prawdopodobnie nigdy nie było mi tak trudno napisać recenzję. Książka „Wyjechać” nie była z kategorii na którą się nastawiałam. Co więcej, była z kategorii książek, które porzucam po dziesięciu stronach. Tym razem doczytałam do końca… Wyobraźcie sobie jednak, że jakikolwiek obiektywizm z mojej strony w tym momencie nie istnieje.
„Wyjechać” to książka o facecie, całkiem znośnym, który w drodze do pracy poczuł , że jeśli czegoś nie zrobi ze swoim życiem, to oszaleje. Ma to szczęście, że autobus, którym właśnie jedzie, kieruje się w stronę lotniska. Nie może tego nie wykorzystać. Kupuje bilet, teoretycznie byle gdzie i ląduje w Brazylii. Za sobą zostawia pracę, dziewczynę, kredyt, całe swoje dotychczasowe życie. Wow! To naprawdę brzmi nieźle. Niestety, to co dobrze się zapowiada, wcale nie rozwija się tak… literacko (choć dla bohatera całkiem nieźle).
Po raz pierwszy przy czytaniu książki siedziałam z notesem i notowałam każde „przewinienie” autora. Drażniące fragmenty typu: „spłynęło to po Marku jak matematyka po gimnazjaliście”, „ale kto dziś jeszcze rozmawia ze swoją matką”. Pozwólcie, że tego nie skomentuję. Nie doczekałam się teg,o na co zawsze czekam w tego rodzaju książkach. Coś więcej niż wspomnienie o tym, że bohater poleciał do Brazylii. Tej Brazylii tam nie czuć!Znam podróżników, którzy podobne historie opowiadają tak, że szczęka mi opada. Zdecydowanie spodziewałam się czegoś na tym poziomie. Książka prawdopodobnie, poza byciem przepisem na zdobywanie kobiet (recepta dobra), miała też na celu zwrócenie uwagi na zmiany, motywacje, rozwój osobisty. Jeśli tak, to nie wyszło.
Niecały miesiąc temu czytałam książkę o podobnej tematyce. Była napisana z kobiecej perspektywy, przez autorkę z Wielkiej Brytanii, z perfekcyjną dbałością o to, aby czytelnik poczuł się jak na wycieczce i po lekturze nie marzył o niczym innym niż wyjazd w miejsce akcji. Wniosek? Nie potrafię pozbyć się porównań. Brakowało… opisów, zwłaszcza miejsc. Jakieś plusy? Tak. Autor miał podstawy do tego, aby wziąć się za ten temat i aby zrobić to lepiej. Nawet jeśli któryś z bohaterów nie przypadał mi do gustu, to wzbudzał emocje. To plus.
Maciej Rajk w książce „Wyjechać” stara się przekazać czytelnikowi coś, o czym ja chętnie przeczytam. Niestety, sposób w jaki to robi, nie odpowiada mi. Myślę, że książce brakuje dopieszczenia, zadbania o jej atuty, bo wbrew pozorom… przy kiepskiej książce też można się nieźle bawić.
Milena Kwasek
(milena.kwasek@kobieta20.pl)
Maciej Rajk, „Wyjechać”, Wydawnictwo Zdobywca, Lublin 2013
Komentarze