„Zdrady i powroty” – recenzja

Recenzja książki „Zdrady i powroty”.
Skrywane tajemnice, kłamstwa, niedomówienia i śmierć będąca ich przepustką do ujrzenia światła dziennego.

Śmierć to wiodący wątek najnowszej powieści Elżbiety Jodko-Kuli „Zdrady i powroty”. Jednak, mając już tę wiedzę, nie należy spodziewać się porywającej, pełnej rozlewu krwi sensacji, to obyczajowa książka drogi. Trzeba więc przygotować się na ubogą ilość akcji, a dużą porcję melancholii.

Z początku książka może wydać się nużąca. Myślę, że autorka zdecydowała się na zbyt długi wstęp przedstawiający postaci, a po macoszemu potraktowała treść. W efekcie, niemal na raz poznaje się wszystkich kluczowych bohaterów powieści, ale nie ma się pojęcia, co łączy ich poza więzami krwi.

Po obszernym przedstawieniu postaci przychodzi kolej na dalszą część nużenia czytelników, czyli kilkadziesiąt, niewiele wnoszących do treści stron. Tej przedłużającej się grobowej akcji nie można zrzucać na karb żałoby po śmierci członka rodziny. Trwa zbyt długo. W efekcie następuje dalsza utrata zaciekawienia, które momentami spada niemal do zera. Bo czym tu się ciekawić, kiedy autorka serwuje na kolejnych stronach szarość dnia codziennego, w dodatku eksploatując do granic możliwości te same tematy? Ileż razy można czytać o robieniu zakupów, gotowaniu obiadów, dzwonieniu do rodziny z pytaniem o samopoczucie? Nie ma w tym nic specjalnego i z tego właśnie wynika początkowe znużenie tą powieścią. Nie jest tajemnicą, że ludzie czytają książki nie po to, by odnaleźć w nich „kopiuj-wklej” ze swojego życia. Oczekują inności, odskoczni od codzienności, a tego autorka nie zapewniła im przez pierwszych 60 stron. Szkoda, bo na kolejnych stronach udawania, że potrafi połączyć elementy kreowania postaci z budowaniem ciekawości i napięcia w czytelniku.

Warto przebrnąć przez tych pierwszych kilkadziesiąt stron, by doczekać się nagrody w postaci wartościowej treści. W końcu pojawiają się tajemnice, strawy do rozwiązania, na jaw wychodzą kłamstwa, zaskakujące informacje. Książka naprawdę staje się ciekawa. Poza akcją, której tempo wprawdzie nie jest porywające, ale odpowiednie dla tego typu powieści, dochodzi również do wewnętrznych przemian bohaterów. Momentem dla nich przełomowym jest śmierć jednego z nich. Dopiero dzięki temu wydarzeniu skłócona, nielubiąca się rodzina przewartościowuje swoje życie. Pojawia się ruch, zmiana, czyli niezwykle pożądane przez czytelnika elementy. W końcu może wczuć się w sytuację, aktywnie uczestniczyć w rozwiązywaniu problemów, z zainteresowaniem podglądać poczynania bohaterów.

Nie mogę jednak pominąć jeszcze jednej, poza początkową stagnacją akcji, irytującej kwestii. Zdarzały się rozdziały, w których nawet przez 2 strony nie było wiadomo, o którym z bohaterów jest w nich mowa, a sytuacja tego nie wymagała. Dość dziwny zabieg dla tego typu książki, dezorganizujący proces czytania.

Cieszę się, że Elżbieta Jodko-Kula nie poświęciła się do reszty pieczołowitemu budowaniu postaci oraz odpuściła początkową statyczną postawę bohaterów, dzięki temu druga część „Zdrad i powrotów” jest porządnym przykładem literatury drogi, a jednocześnie wybrnięciem z początkowych kłopotów w komunikacji autorki z czytelnikiem.

Iwona Bujak
(iwona.bujak@dlalejdis.pl)

Elżbieta Jodko-Kula, „Zdrady i powroty”, Katowice, Wydawnictwo Szara Godzina, 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat