„Żelazne werble” - recenzja

Recenzja książki „Żelazne werble”.
Ze świata, w którym cenne są dobre książki, prosto do świata, w którym najcenniejszym towarem stały się kobiety?

Trafiwszy ostatnio na kilka książek, w których, nawet główne bohaterki, autorzy traktowali dość seksistowsko lub pisali o kobietach w sposób odrealniony (jakby prawdziwa kobieta powinna być rodem z ich wręcz szczeniackich fantazji), postanowiłam zobaczyć, czy i ta się w coś takiego wpisze. Płeć piękna bowiem niejednokrotnie ubarwia i wzbogaca militarną tematykę, ale... W zmilitaryzowanej przyszłości kobiety, które stały się towarem budziły niepewność odnośnie formy i, powiedzmy, zapanowania nad treścią. Byłam ciekawa, od jakiej strony weźmie się za to autor. Mogło być różnie, ale opis wydał mi się zachęcający na tyle, by sprawdzić.

Przez najnowocześniejszy wynalazek, kobietę - robota, świat dotknęła katastrofa demograficzna. Spadająca liczba prawdziwych kobiet przełożyła się na wzrost agresji, zaburzenie struktur społecznych czy handel żywym towarem. Kris, były żołnierz, zajmuje się odnajdowaniem i ratowaniem porwanych kobiet. Pewnego razu dostaje nietypowe zlecenie i znajduje się w wyjątkowo niebezpiecznej i trudnej sytuacji.

Przede wszystkim muszę pochwalić pomysł, dlatego że fabuła tyczy się niedalekiej przyszłości, w pewnym stopniu prawdopodobnej. Nie jest to więc błahe science-fiction, a lektura dająca nieco do myślenia. Korzysta bowiem z postaw, jakie zaobserwować można w dzisiejszym świecie. Oprócz książki pełnej przeciwstawiania się trudnościom, mamy więc do czynienia z taką, w której można doszukać się czegoś więcej.

Autor umiejętnie połączył statystyki z naszych czasów, zdarzenia "swojsko" nam brzmiące z przyszłością. Właściwie zupełnie zatarła się granica między tym, co dzieje się obecnie, a tym co aktualne jest dla bohaterów świata stworzonego. Działania poszczególnych krajów trzymały się znanej nam logiki. Wszystko opierało się więc na wysokim prawdopodobieństwie. Zręcznie, bez zbyt nudnych retrospekcji, przedstawione zostały - na tyle, na ile to potrzebne - życiorysy poszczególnych postaci. Sadowski skupił się na tym, co istotne i ciekawe.

Działania militarne również zostały opisane umiejętnie, bez rozwlekania, ale też nie żołnierskimi słowami, czy jakbyśmy mieli do czynienia z grą komputerową. Nie zabrakło modnych odniesień do survivalu, walki o przetrwanie, które umacniały poczucie prawdopodobieństwa. Ku mojej uciesze, fabuła nie koncentrowała się tylko i wyłącznie na kobietach-robotkach i obcowaniu z kobietą-ideałem. W zasadzie, można powiedzieć, że pisarz podszedł rzetelnie do tematu. Przedstawił temat szerzej, wziął pod uwagę więcej, niż jedno stanowisko. Dzięki temu tytuł może trafić do szerszego grona odbiorców.

Na fabułę złożyły się też drobne analizy relacji, a właściwie ich zaburzenia między ludźmi w tej innej rzeczywistości. Opis radzenia sobie w trudnych sytuacjach nie wyszedł jak poradnik survivalowy. Rozmaite aspekty pomogły odnaleźć się w położeniu bohaterów. Dzięki mocnej bazie, jaką było wyjaśnienie realiów, nie było w czym się pogubić. Główne problemy postawiono jasno, zaś rysy postaci i ich działań odznaczały się indywidualizmem. To sprawiło, że z zainteresowaniem śledziłam ich losy. A było co śledzić, bowiem fabule nie brak wątków, a i na ubogość akcji narzekać nie można. Podobało mi się to, jak poszczególne osoby zostały wprowadzone. Narracja, tło wydarzeń, a dopiero później istotny punkt fabuły. Sadowski świetnie w tak krótkiej książce nadbudował nowy świat. Pogrupował ludzi w sposób bardzo realistyczny, wytykając tym samym wady, których możemy doszukać się również w nas samych.

Fabuła oparła się na prostym, czytelnym założeniu, jednak poszczególne jej wątki i zwroty akcji nieźle zaskakują. W pewnym momencie kompletnie nie miałam pomysłu na to, co może być dalej. Gdy już wydawało mi się, że sytuacja robi się spokojniejsza, następowało coś kompletnie nieprzewidywalnego. W powieściach tego pokroju to się chwali.

„Żelazne werble” to książka uniwersalna. Jej fabuła mogłaby rozgrywać się w wielu krajach, imiona za wiele nie mówią. Autor wyważył ilość akcji związanej z militariami i przetrwaniem, a stronę emocjonalną, dzięki czemu czytelnicy obu płci znajdą tu coś dla siebie. Dobrze napisana, nieliniowa. Czytałam z ciekawością, ale nie jakąś przesadną. Tytuł postrzegam jako dość wyróżniający się, taki, który będzie się jeszcze przez jakiś czas pamiętało. Dotknięto w nim kwestii ważnej, podając ją dość lekko i przystępnie, nie robiąc niepotrzebnie z niego moralitetu.

Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)

Tomasz Sadowski, „Żelazne werble”, Novae Res, Gdynia, 2019 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat