„Zemsta ubiera się u Prady” - recenzja

Recenzja książki „Zemsta ubiera się u Prady”.
Która z nas nie oglądała chociaż raz “Diabeł ubiera się u Prady”? Która z nas nie chciałaby znaleźć się na miejscu Andy - młodej asystentki samej redaktor naczelnej Runwaya - Mirandy Priestly?

Wejść do zamkniętego świata dla zwykłych śmiertelników?

Z wypiekami na twarzy sięgnęłam po drugą część pt. “Zemsta ubiera się u Prady”. Nastąpiło pełne rozczarowanie. Minęło prawie dziesięć lat od spektakularnego odejścia Andy spod władzy Mirandy. Okazuje się, że Andy i Emily się zaprzyjaźniły. Zaskoczeń jest więcej, gdyż obie nowe przyjaciółki założyły własny magazyn ślubny „Plunge”. Dodatkowym zaskoczeniem jest fakt, że Andy wychodzi za mąż. Gdzie w tym wszystkim znajdzie się sam diabeł, który ubiera się u Prady? Miranda (jak zawsze) pojawia się w najbardziej spektakularnym momencie, budząc zamęt i panikę w Andy i Emily.

Czytając książkę z każdym rozdziałem czułam się coraz bardziej oszukana i skołowana. Ogromnie irytował mnie zabieg użyty przez autorkę - wspominanie wydarzeń z przeszłości prowadzących do teraźniejszości. Czułam się, jakby ktoś miał mnie za kompletnego półgłówka, który nie może się domyślić, co mogłoby doprowadzić do aktualnej sytuacji.
Postaci samej Mirandy, którą tak uwielbiałam w pierwszej części jak i w filmie (kreacja Meryl idealnie pasowała do postaci), jest bardzo mało.

Nie oszukujmy się, przecież to głównie dla niej zaczytywałyśmy się w pierwszej części. Zaintrygowane kulisami pracy w środowisku mody, obserwowaliśmy zmagania biednej Andy, która z początku kompletnie tam nie pasowała. A pierwsza asystentka Emily? Po obejrzeniu filmu, nie wyobrażałam sobie nikogo innego niż Emily Blunt. Zdystansowana, złośliwa i wciąż przewracając oczami.

W drugiej części brakuje praktycznie wszystkiego oprócz Emily i jej charakteru. Andy stała się bardziej płaczliwa, a jej rozterki chwilami irytowały mnie tak mocno, że miałam ochotę rzucić książkę w kąt. Drażnił mnie również jej świeżo poślubiony mąż - Maxe Harrison,  przystojny prezes dużej firmy medialnej, który był tak idealny, że aż nierealny.

Książkę „Zemsta ubiera się u Prady” polecam czytelnikowi, który ma nieodpartą chęć poznania dalszych losów Andy i Emily (postać Mirandy pojawia się tylko w kilku scenach). Powieść czyta się szybko, pomimo irytujących wstawek z przeszłości. Mnie książką rozczarowała, wręcz znudziła. Może inny czytelnik znajdzie w niej więcej plusów.

Aleksandra Łozicka
(aleksandra.lozicka@dlalejdis.pl)

Lauren Weisberger, Zemsta ubiera się u Prady, wydawnictwo Albatros 2018



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat