Zerwane więzi

Recenzja książki „Dziedzictwo”.
Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach – stare powiedzenie okazuje się aż do bólu prawdziwe.

Problem polega jednak na tym, że rodzina jakoś szczególnie nie spieszy się, żeby do tego zdjęcia wspólnie pozować…

Trzy siostry nie mają ze sobą wiele wspólnego. Felicity, najstarsza, szybko opuszcza dom i wyrusza w pełną przygód podróż, imając się po drodze różnych zajęć, które z czasem przynoszą jej popularność. Jest niezależna i obiecała sobie kiedyś, że jej noga nie postanie więcej w domu. Helena, druga z kolei, cierpiała na syndrom środkowego dziecka – rozpaczliwie łaknęła uwagi, co z pewnością przełożyło się na jej „dorosłe” wybory, w tym zawodowe – stała się znaną aktorką i celebrytką. I najmłodsza Bramble – całe życie poświęciła koniom, zaniedbując po drodze swoją jedyną córkę. A wśród tych kobiet stoi ojciec, człowiek o bardzo silnym charakterze. Nawet jego śmierć (na początku książki), która staje się pierwszym kamieniem lawiny wydarzeń, nie pozwala siostrom zaznać spokoju. Ostrożność, dystans i chłodna uprzejmość, z jaką traktują się nawzajem oraz skomplikowana kwestia podziału spadku, nie sprzyjają rodzinnej atmosferze. W życiu każdej z sióstr zajdą ogromne zmiany, każda będzie musiała na nowo zdefiniować samą siebie, ale czy będą potrafiły odnaleźć w tym wszystkim zatracone więzi rodzinne?

„Dziedzictwo” Niny Bell to książka, którą trudno jednoznacznie ocenić. Z jednej strony sprawnie napisana, momentami zabawna historia o tym, co czasem przynosi życie. Z drugiej strony nie budząca żadnych głębszych emocji opowieść o trzech nieco sztucznie wykreowanych kobietach (szczególnie rzuciła mi się w oczy postać Heleny, czasem tak naiwnej i małostkowej, że aż absurdalnej). Momentami odnosiłam wrażenie, że niektóre epizody można byłoby z czystym sumieniem usunąć, a i tak książka nie straciłaby nic na swoim przekazie. Doceniłam jednak rzetelność, z jaką opisane zostało prowadzenie stajni, szkoły jeździeckiej i praca przy koniach. Pomimo przerysowania jednych, a niedopracowania innych bohaterów, mogę stwierdzić, że „Dziedzictwo” tworzy zwartą całość. I choć rodzinna tajemnica zostaje zdradzona „ot, tak”, bez narastającego napięcia, to jednak nie należy do końca skreślać tej pozycji z listy lektur, po które można sięgnąć.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

Nina Bell „Dziedzictwo”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat