„Zgubiono znaleziono”, pierwsza powieść australijskiej pisarki Brooke Davis, to książka o radzeniu sobie z bólem po utracie bliskiej osoby. Jej głównymi bohaterami są siedmioletnia Millie, osiemdziesięciodwuletnia Agatha i osiemdziesięciosiedmioletni Karl. Trzy zupełnie różne osoby, które łączy tylko jedna rzecz – wszyscy niedawno stracili kogoś bardzo im bliskiego. Zbieg okoliczności sprawia, że wyruszają razem w podróż przez Australię w poszukiwaniu zaginionej mamy Millie. W czasie wspólnej wyprawy starają się pogodzić z nową rzeczywistością i uczą, że życie po śmierci najbliższych – choć niewątpliwie trudne – nadal jest możliwe.
Powieść, napisana – jak informuje nas wydawca – po przedwczesnej śmierci matki pisarki, porusza problem radzenia sobie z bolesną samotnością i światem, który nagle staje się nieprzyjazny i obcy. Ten trudny temat ukazany jest z perspektywy trzech osób, z których każda znalazła w tej sytuacji inny pomysł na siebie – i w tym zakresie książka niewątpliwie jest niezwykle wartościowa. Pozwala bowiem uświadomić sobie, jak bardzo różne potrafią być ludzkie reakcje na analogiczne sytuacje i jak wiele potrzeba czasem zrozumienia i wyrozumiałości dla zachowania innych. To cenna lekcja zarówno dla tych, którzy stracili kogoś bliskiego, jak i dla tych, którzy takie osoby mają w swoim pobliżu. Jednak jak na książkę, która już na okładce przekonuje czytelnika, że „zachwyciła świat”, „Zgubiono znaleziono” w pewnych kwestiach trochę mnie rozczarowała.
Przede wszystkim powieść jest moim zdaniem nierówna – zarówno po względem języka, jak i fabuły. O ile większą część książki czyta się z dużą przyjemnością i lekkością, o tyle niektóre fragmenty napisane są nieco „tekturowym” i nienaturalnym językiem, który w trakcie lektury rozprasza czytelnika i nie pozwala skupić się na treści. Podobnie wydarzenia, które śledzimy na kartach książki, w zdecydowanej większości są ciekawe i wciągające, ale momentami męczą i tworzą wrażenie zbyt wymyślnych i nierzeczywistych. Do tego w moim odczuciu główni bohaterowie są trochę przerysowani, a ich przeżycia i reakcje wydają się być wyolbrzymione. W książce poruszającej temat tak trudny i emocjonalny jak śmierć najbliższych taki zabieg może wydawać się celowy, ale moim zdaniem powoduje jednak, że zamiast zbliżyć się do bohaterów, zaczynamy się zwyczajnie irytować ich zachowaniem.
„Zgubiono znaleziono” promowana jest jako „historia, która Was rozśmieszy i zasmuci, a nawet czegoś nauczy”. Muszę przyznać szczerze – mnie szczególnie nie rozśmieszyła ani nie zasmuciła. Z pewnością jednak można się z niej czegoś nauczyć – i właśnie pod tym względem jest ona warta uwagi. Choć więc nie jest to może najlepsza książka, jaką czytałam w ostatnim czasie, z pewnością nie żałuję chwil spędzonych przy jej lekturze. Bo w sytuacji takiej, jak bohaterowie powieści, może się znaleźć każdy z nas. I dobrze jest wówczas wiedzieć, że świat – pomimo tego, że chwilowo wydaje się straszny – nadal ma nam wiele do zaoferowania.
Katarzyna Czupajło
(katarzyna.czupajlo@dlalejdis.pl)
Brooke Davis, „Zgubiono znaleziono”, Warszawa, Wydawnictwo Czarna Owca, 2015
Komentarze