Za sprawą głównej bohaterki Nataszy, stajemy się obserwatorami dwóch światów całkowicie od siebie różnych. Z jednej strony zaglądamy za kuluary pracy w prosektorium, zmagania z samym sobą w obliczu śmierci innych. Z drugiej podglądamy w gruncie rzeczy bezlitosny i smutny świat modelingu. Skaczemy od sekcji zwłok, przez kolorowe pokazy mody, po problemy dnia codziennego, w tym, rzecz jasna, uczuciowe. I zdecydowanie tego za dużo. Tym bardziej, że każdy z tych wątków rozdrobniony jest na znacznie mniejsze. Nie poznajemy żadnego z bohaterów wnikliwie, przez co trudno o zapałanie zwykłą czytelniczą sympatią.
Ciekawe jest jedynie zestawienie wspomnianych dwóch światów po to, by wyeksponować siłę ludzkiej empatii i zwykłą słabość, z którą radzimy sobie na rozmaite sposoby. Zapowiadanej zmysłowości, w „Prosektorium” mamy jak na lekarstwo. Relacja Nataszy ze współlokatorką jest zwykła w pełnym tego słowa znaczeniu. A jej inne uczuciowe rozterki też nie obfitują w emocje, które sprawiłyby, że kolejne kartki przerzucałoby się z wypiekami na twarzy. Niestety, ale strona za stroną coraz silniej kołatała mi w głowie myśl, kiedy wreszcie zacznie się coś dziać.
Nieco rozczarowała mnie ta książka. Autorka, co prawda, niezwykle wnikliwie daje czytelnikowi poznać specyfikę pracy w prosektorium, nie szczędząc szczegółów, ale wszystko to wydaje się być jakieś takie na skróty. „Prosektorium” porusza bowiem tyle tematów, że wydaje się, iż śmiało można by wykorzystać je w kilku pozycjach. Mnogość rozmaitych wątków i kumulacja bohaterów, którzy pojawiają się na chwilę w życiu bohaterki tylko po to, żeby przemycić jakąś życiową prawdę to zdecydowanie za dużo jak na jedną książkę. Taka kondensacja wszystkiego sprawiła, że fabuła galopuje w różne strony, a główny wątek potraktowany jest nieco po macoszemu. I to wszystko sprawia, że niestety, ale książka zwyczajnie nudzi.
Katarzyna Stec
(kultura@dlalejdis.pl)
Olga Pałuchowska-Święcka, „Prosektorium”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011
Komentarze