Zhańbione życie

Recenzja książki "Córki hańby".
Czytasz „Córki hańby” i co jakiś czas czujesz, jak po ciele przebiegają ci ciarki. I wówczas, już nie wiadomo po raz który, uświadamiasz sobie, że historie tych kobiet naprawdę napisało życie.

Przed „Córkami hańby” Jasvinder Sanghera wiele książek o podobnej tematyce poruszało serca Polaków. Każda jednak opisywała temat zniewolenia muzułmańskch kobiet z innego punktu widzenia. Najczęściej były to przejmujące autobiografie, świadectwa upodlenia i zniewolenia kobiet. Nad każdą z tych historii pochylano głowę w skupieniu i zadumie, ale także zaciskając z oburzenia pięści. Zapewniam, że „Córki hańby” także wywołują skrajne emocje – od bezsilności i smutku po złość i szczery podziw dla kobiet, które się nie złamały.

W swojej książce Jasvinder Sanghera przedstawia historie kobiet wychowanych w Wielkiej Brytanii zgodnie z muzułmańską tradycją i kulturą. Stajemy się więc mimowolnymi świadkami prawdziwego zderzenia cywilizacji. Młode dziewczyny w domu chowane są według tradycyjnych zasad wyniesionych z kraju pochodzenia rodziców – np. Pakistanu czy Indii, bez telewizora, jeansów i wszystkiego tego, bez czego współczesne nastolatki z Zachodu w ogóle nie wyobrażają sobie egzystencji. W szkole natomiast wreszcie mogą przez chwilę poczuć się „normalnie” – dokazując z rówieśnicami, zdobywając wiedzę, przeżywając typowe młodzieńcze rozterki. To ten „szkolny” świat je pociąga i to o nim marzą, jednak rodzice zaplanowali im już szczegółowo inną przyszłość. Praktyka wymuszonych małżeństw, gdzie nierzadko młoda dziewczyna poznaje przyszłego męża na kilka godzin przed ceremonią, jest w tej kulturze na porządku dziennym!

W książce „Córki hańby” znalazły się historie kobiet, które znalazły w sobie dość odwagi, by uwolnić się od osaczającej i niszczącej je rodziny, które ucieczką zhańbiły swoją rodzinę, pozbawiając ją szacunku wśród społeczności. Ponieważ w tej kulturze kwestią nadrzędną jest honor i nic, ani szczęście, ani życie (!) dziecka nie może przesłonić jego wartości. To dlatego tak wiele kobiet, które zdecydowały się żyć dla siebie, a nie dla rodziny i w zgodzie z jej życzeniami, wciąż ze strachem ogląda się za siebie, bojąc się o własne życie. To dlatego tak wiele z nich decyzję o wolności przypłaciło życiem właśnie.

Jasvinder Sanghera napisała książkę depresyjną, ale ze światełkiem nadziei w tunelu. Wciąż tak mało jeszcze wiadomo o zwyczajach i praktykach stosowanych w innych kulturach, a jednocześnie, gdy już wiadomo dostatecznie dużo, bardzo szeroko rozumiana poprawność polityczna nie pozwala na odważne działania. Nadzieją dla kobiet, które każdego dnia muszą walczyć – z najbliższymi i z sobą – o to, by być traktowanymi jak ludzie, jest działalność takich organizacji jak Karma Nirvana, której założycielką jest Jasvinder Sanghera i  na której bazuje książka „Córki hańby”.

Historiom pisanym przez życie bardzo ciężko jest coś zarzucić. Prosty, stroniący od ubarwień, ale jednocześnie bardzo emocjonalny język podkreśla w tej książce dramat, którego doświadczają kobiety i mężczyźni (!) uwięzieni przez swoją kulturę. Być może autorka opisała za dużo historii, za dużo podobnych przypadków, abyśmy mogli skoncentrować się na jednej, indywidualnej ofierze walki o honor rodu. Jednak ja ją rozumiem. Były już książki ukazujące ogrom cierpienia konkretnej kobiety. Teraz przyszła pora na pokazanie skali tego zjawiska niemal tuż obok nas.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

Jasvinder Sanghera, „Córki hańby”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat