„Ziemia przeklęta”-recenzja

Recenzja książki „Ziemia przeklęta”.
Rasowa opowieść o dojrzewaniu, ucieczce i powrocie do trudnych wspomnień z dzieciństwa pokazana z perspektywy zamkniętej lokalnej społeczności.

Niespełniony pisarz postanawia wrócić wraz z żoną do niewielkiego miasteczka w Appalachach, by w spokoju oczekiwać przyjścia na świat pierwszego syna, Henry'ego. Zamieszkują w ogromnym, sępim domu, w którym przed laty wydarzyła się wielka tragedia. I tam zaczyna się dzieciństwo Henry'ego wśród książek i muzyki,  rośnie podziw dla ojca i jednocześnie jego wielka samotność.

Zawsze, gdy czytam zapowiedzi książek i widzę slogany: „literackie wydarzenie roku” czy „najlepsza książka” roku to niestety, powoduje we mnie dziwną wrogość. Pewne szablony generują kolejne, czasem nie potrzeba uprawiać zbędnego marketingu.

Książka Lewisa uderza w stronę psychologiczną, nawiązuje do trudnych relacji Henry'ego z ojcem, a także przedstawia historię jego dziewczyny Story. Generalnie Lewis pokazuje jak złożone, niewyjaśnione i bolesne mogą być relacje na linii dziecko – rodzic i czym właściwie może być ziemia przeklęta. Może to tylko synonim sępiego domu, który zawsze był zimnym i złowieszczym miejscem? Może ze względu na tragedię, która się tam wydarzyła, ogrom plotek lub po prostu przez niemożność zbudowania normalnego życia przez kolejne mieszkające tam rodziny? Myślę, że każdy ma inną definicję ziemi przeklętej. Dla kogoś może być to fragment dzieciństwa, o którym chciałby zapomnieć. Niewątpliwie książka Phillipa Lewisa to mocne uderzenie. O takich historiach nie można powiedzieć, że się po prostu podobały. One wywołują konkretne emocje, uderzają w Ciebie. Ziemia przeklęta to dwie historie. Pierwsza dotyczy Henry;ego, który podziwiał ojca i starał się zasłużyć na jego uwagę. Jego dzieciństwo było nietypowe, nieustannie był otoczony aurą literacką, ojciec był niespełnionym pisarzem, wpoił swoim dzieciom miłość do książek i szeroko pojętej sztuki. Henry niemal całe swoje dzieciństwo odczuwał gorycz z powodu nieobecności ojca, ale także - mimo wielu prób - nie potrafił go zrozumieć. Potem pojawia się historia Story i jej poszukiwania tożsamości. Te dwie opowieści splatają się w niewymuszony sposób, a dorastające dzieci łączy oczywiście młodzieńcza fascynacja.

Autor starał się zawrzeć w książce zbyt wiele odwołań do literatury, nieco przeciągając opowieść. Pojawia się wrażenie, że jest przegadana przez nadmiar opisówek, które totalnie nic nie wnoszą, budują tylko rozdziały, w których nic się nie dzieje. Być może pojawiła się zbyt wielka chęć nawiązania do klimatu utworów Thomasa Wolfe'a.

„Ziemia przeklęta” to powrót do miejsc dzieciństwa, ale także próba uchwycenia uroku małych miast, a w szczególności specyfiki ludzi mieszkających w okolicach Karoliny Północnej, ludzi gór. Są to jednostki twarde, silne, niezwykle dumne: „trzeba było wiele determinacji by przetrwać tyle lat na takiej wysokości. I nie spotkasz ludzi bardziej szczerych i przyzwoitych niż mieszkańcy Old Buckram. To wszystko jest w naszej krwi, powinnaś być z tego dumna”- mówi Henry do siostry, rozumiejąc konieczność powrotu. Oprócz bolesnego dzieciństwa i ran zadanych przez nieobecność ojca, Lewis pokazuje konieczność powrotów do miejsc ważnych w naszym życiu. Autor pokazuje głuche, straszne noce w sępim domu, klimat zamkniętej społeczności, w której wydarzyła się tragedia. To miejsce zapomniane przez Boga, a jednak istniejące na mapie. Ziemia przeklęta to trudna, wielowątkowa pozycja, ale niemożliwa do przeoczenia.

Sylwia Wasin
(sylwia.wasin@dlalejdis.pl)

Phillip Lewis, Ziemia przeklęta, 2018, Prószyński i S-ka, Warszawa.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat