„Zimne ognie” – recenzja

Recenzja książki „Zimne ognie”.
Czasami decyzja podjęta w przemyślany sposób i okoliczności sprawdzone we wszystkie strony nadal mogą kryć zagrożenie. Nawet tam, gdzie się go nie spodziewamy…

Kate Powell to dojrzała kobieta prowadząca własną agencję PR, która zdecydowanie nie ma szczęścia do mężczyzn. Wcześniejszy romans w pracy skończył się dla niej i dobrze, i źle – musiała założyć własną firmę, ale jednocześnie spotkała się z wieloma upokorzeniami ze strony swojego byłego szefa, Paula Sutherlanda. Gdy Kate i jej zespołowi udaje się uzyskać nowy kontrakt, Paul wraca do jej życia w brutalny sposób, próbując zrobić jej krzywdę. Po zażegnaniu kryzysu Kate wydaje się, że nic złego jej już nie czeka. Z uwagi na tykający zegar biologiczny kobieta decyduje się na zapłodnienie w jednej z klinik, aby móc samodzielnie, bez udziału mężczyzny, wychować dziecko. Na drodze jednak stają komplikacje, które sprawiają, że Kate sama wybiera dawcę nasienia – młodego, cieszącego się wieloma sukcesami psychiatrę, Alexa Turnera. Wydawałoby się, że wszystko się ułoży, gdy Kate i Alex zaczynają coś do siebie czuć, a ona zachodzi w ciążę. To jednak dopiero początek koszmaru…

Simona Becketta znam i cenię po cyklu thrillerów z „Chemią śmierci” na czele. Tym razem „Zimne ognie” to książka poza cyklem, również jednak z gatunku thrillerów psychologicznych. Według okładki jest to lektura misternie skonstruowana – i trudno mi się z tym nie zgodzić, choć zwykle uważam opisy na okładkach za nieco przesadzone. Beckett po raz kolejny w mistrzowski sposób uknuł intrygę, która połączy chorego psychicznie i zdolnego praktycznie do wszystkiego mężczyznę oraz kobietę, która pragnie w swoim życiu jedynie stabilizacji i spokoju.

Przez połowę książki miałam wrażenie, że wątek thrillera nieco się zagubił. Choć Kate zdarzały się różne nieprzyjemne sytuacje, to jednak nie odbiegały znacząco od tego, co dzieje się ludziom na świecie każdego dnia – i z czym każdy sobie doskonale radzi. Tym bardziej jednak zaszokował mnie powoli snuty wątek, który zaciskał się na bohaterce jak pajęcza sieć na niczego niespodziewającej się muszce. Geniusz autora przejawił się kolejny raz w niezwykły sposób, dodając małych smaczków do głównego wątku psychologicznego.

„Zimne ognie” mogę polecić każdemu, komu spodobały się dotychczasowe książki Becketta, jak również wszystkim fanom literatury, w której przewija się wątek problemów psychiatrycznych bohaterów. To jednak również alarmująca powieść o tym, jak czasem – mimo ostrożności i wielu zabiegów – nie jesteśmy w stanie do końca poznać prawdy o drugiej osobie. Nawet wówczas, gdy żyjemy z nią pod jednym dachem i doskonale się rozumiemy…

Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)

Simon Beckett, „Zimne ognie”, Warszawa, Wyd. Czarna Owca, 2016.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat