„Zimowe panny” to powieść utrzymana w stylu charakterystycznym dla literatury hiszpańskiej. Narracja jest bardzo melodyczna, utkana z wielu metafor i niedomówień. Opowiada historię dwóch sióstr, które w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, wracają po długiej nieobecności do rodzinnej galisyjskiej wioski. Więź sióstr jest pogłębiona wspólną tajemnicą, zmową milczenia, której obie przestrzegają i żeby lepiej strzec tego sekretu starają się unikać innych ludzi. Mieszkańcy wioski, choć początkowo nieco zaciekawieni powrotem zimowych panien, szybko jednak ukazują im swoją niechęć. Na światło dzienne wychodzą też dość specyficzne umowy mieszkańców wiążące ich z dziadkiem kobiet, umowy które teraz wszyscy z nich chcą rozwiązać – najlepiej w trybie natychmiastowym. Dziadek ich bowiem kiedyś poważany i szanowany uzdrowiciel, szybko w ich wspomnieniach przerodził się w szarlatana, głównie po to, by oczyścić ich z wyrzutów sumienia związanych z śmiercią starego, niewinnego człowieka.
Książka jest dość dobrze napisana, poprawnym językiem i charakterystycznym stylem. Nie jestem jednak przekonana, czy jest to naturalny styl pisania autorki, czy raczej wzorowany na kunszcie sławnych hiszpańskich klasyków, do których „Zimowe panny” są nieustannie podciągane podczas promocji książki. Przez to samoistnie zaczęłam porównywać ją do innych znanych mi pozycji literatury hiszpańskiej i odczuwam pewien niedosyt. Powieść jest powyrównywana nawet do prozy Marqueza, co jest bardzo ryzykownym stwierdzeniem. Nie jest bowiem chyba dla nikogo zaskoczeniem, że jest jej jednak do tego zdecydowanie daleko. Mimo ładnego stylu, to nie jest to książka, do której chciałabym wrócić, czy niezwłocznie poznać inne pozycje autorki.
Fabuła jest naszpikowana metaforami i niedomówieniami, typowymi dla literatury hiszpańskiej. Jest to pozycja, która nie tylko ma na celu opowiedzieć nam daną historię, ale i zabrać nas w podróż w głąb siebie. Niestety, ciężko oprzeć się wrażeniu, iż cała historia to opowiadanie rozwleczone do formatu powieści. Akcja jest nudna, a lektura okazuje się zdecydowanie żmudnym zajęciem. Nie pomogli tutaj interesujący, nieco przerysowani bohaterowie, czy zgrabne i płynne dialogi. Jest to książka, która choć ma zadatki na coś więcej, to w gruncie rzeczy okazuje się być bardzo bezbarwna i nijaka. Tajemnica czająca się w tle jest jakby zapomniana, wychodzi na pierwszy plan sporadycznie, a szkoda, bo właśnie sekretu do odkrycia i czegoś wyróżniającego tę historię tej pozycji brak.
Niestety dla mnie powieść „Zimowe panny” to lektura typu przeczytaj i zapomnij, nawet dla fanów hiszpańskiej literatury. Szkoda, że jej potencjał na interesującą fabułę nie został w pełni wykorzystany i książka okazała się po prostu dość nudna.
Joanna Złomańczuk
(joanna.zlomanczuk@dlalejdis.pl)
Cristina Sanchez-Andrade, „Zimowe panny”, MUZA SA, Warszawa, 2016
Komentarze