Książka Joanny M. Chmielewskiej pod tytułem „Złodziejka opowieści” od samego początku była dla mnie sporą zagadką. Najpierw kompletnie nie wiedziałam, czego mogę się po niej spodziewać. Zapoznałam się z opisem powieści - ten jednak zamiast rozwiać kłębiące się wątpliwości, wzmógł je jeszcze bardziej. Pierwsze minuty spędzone na lekturze pozostawiły po sobie zdecydowanie więcej pytań niż odpowiedzi. Niemniej jednak autorka bardzo mnie zaintrygowała, więc dalsze czytanie książki było jedynie kwestią czasu. Z każdą kolejną stroną coraz śmielej wchodziłam w tajemniczy świat, nakreślony ręką Joanny M. Chmielewskiej, poznając bolesne doświadczenia głównych bohaterów.
Marta wydaje się być zwyczajną, młodą kobietą, jednak rytm jej życia wyznacza tajemnicza Tamar – pisarka, która steruje główną bohaterką jak marionetką. Kobiety przeprowadzają eksperyment, którego wyniki posłużą autorce do napisania kolejnej powieści. Obiektem badań stają się mężczyźni. Jednym z nich jest Filip. Marta coraz bardziej angażuje się w rodzącą się między nimi relację, uważając przy tym, by nie łamać zasad ustalonych przez Tamar. Mężczyzna ufa swojej nowej znajomej, a w miarę jak zacieśnia się więź pomiędzy nimi, coraz bardziej odkrywa przed nią najtajniejsze zakamarki swojej duszy. Marta nie chce zdradzać tajemnic Filipa, jednak przyparta do muru przez pisarkę przekazuje jej najistotniejsze informacje. Książka w końcu zostaje wydana, a związek tych dwojga trwa nadal. Niestety po kilku miesiącach od dnia, w którym powieść znalazła się na księgarnianych półkach, Filip poznaje prawdę i zrywa z Martą, nazywając ją złodziejką.
Początek lektury, jak już wspominałam, budził we mnie mieszane uczucia. Jako czytelniczka zostałam wrzucona w samo centrum wydarzeń i nie umiałam odnaleźć się w fabule. Ogromną zagadkę stanowiła dla mnie rzecz jasna sama relacja Tamar i Marty, budząc we mnie jednocześnie swego rodzaju sprzeciw. Kiedy jednak trochę bardziej zagłębiłam się w historię, zaczęłam odkrywać, że ta skomplikowana opowieść nie jest wcale czymś oderwanym od rzeczywistości – takie sytuacje zdarzają się dość często. Myślę, że ze względu na specyfikę książki, każdy z Was powinien sam ocenić, czy jest ona warta uwagi. Ja osobiście uważam, że należy dać jej szansę – być może ktoś z Was znajdzie w niej coś dla siebie.
Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)
Joanna M. Chmielewska, „Złodziejka opowieści”, Wydawnictwo MG 2018
Komentarze