„Złodziejski spadek” – recenzja

Recenzja książki „Złodziejski spadek”.
Tajemnicza teczka, upadek z urwiska babci, tajemnicze zaginięcie ciotki i spotkanie z nastoletnią miłością – oto, z czym zmierzy się Carla po przybyciu do małej miejscowości o nazwie Ratsel.

Hilda Mainwolf, lubiana i szanowana zastępczyni burmistrza, znika bez śladu po ważnej dla niej uroczystości. Jej córka niedługo po tym zdarzeniu ma poważny wypadek. Nikt nie wierzy w zbieg okoliczności, a już na pewno nie Carla – krewna obu poszkodowanych, która w przeszłości pracowała jako policjantka. Nie tylko ona bada tajemnicze zdarzenia, które miały miejsce w małej miejscowości, gdzie wszyscy się znają. Każdy mieszkaniec wydaje się zaangażowany w sprawę. Pytanie tylko, kto stoi po stronie Carli i jakie tajemnice skrywają pozostali, a tajemnice, jak się okazuje, mają wszyscy, nawet główna bohaterka.

Jednak nie tylko za Carlą będzie podążać czytelnik. W powieści przedstawione są różne perspektywy, które raz nadają dynamiczności akcji, a innym razem wręcz przeciwnie, ucinają zbudowane napięcie.

Siedem dni – tyle dokładnie czasu czytelnik będzie towarzyszył bohaterom powieści w rozwiązywaniu tej kryminalnej zagadki. Biorąc pod uwagę, ile rzeczy się wydarzyło przez ten czas, można odnieść wrażenie, że poznanie wszystkich tajemnic zajęło bohaterom co najmniej miesiąc. Jednak czytana historia się nie dłuży. W tych siedmiu długich rozdziałach Bożena Mazalik zbudowała wielowarstwową fabułę, nadała odpowiedni klimat i sprawnie doprowadziła zagadkę do końca, udzielając odpowiedzi na nurtujące nas pytania.

„Złodziejski spadek” to bardzo dobry kryminał, ale nie od razu to odczułam. Z początku było ciężko – tyle osób, nazwisk, kto jest kim, jaki jest stopień pokrewieństwa między bohaterami – pytania tłoczące się w mojej głowie utrudniały lekturę, ale z czasem już było lepiej. Potrzebowałam czasu, by usystematyzować wszystkie informacje. Wydaje mi się, że jak na książkę z tego gatunku, akcja nie pędziła, a buzujące napięcie tak naprawdę odczułam na ostatnich 100 stronach (książka ma ich prawie 400!). Mimo to nie nudziłam się ani chwili. Historia była bardzo złożona i poruszała kilka wątków. Oczywiście wszystkie się ze sobą zgrabnie łączyły. Fabuła nie prowadziła prosto do celu, wymagała skupienia i zanurzenia się w przeszłość bohaterów i zrozumienia ich motywów. Autorce udało się świetnie oddać zimny, górski klimat oraz gęstą atmosferę panującą w miasteczku. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić to jedynie do romansu, który wybuchł, jak dla mnie, nagle i zbyt szybko. Ta relacja mnie do siebie nie przekonała, ale w końcu to kryminał, a nie romans.

Emilia Ogrodzińska
(emilia.ogrodzinska@dlalejdis.pl)

Bożena Mazalik, „Złodziejski spadek”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat