Na tym tle książka Ewy Szyndlarowicz „Złość odczarowana” brzmi niemal jak rewolucja. Autorka zdejmuje z gniewu etykietkę „czarnego charakteru” i proponuje coś, czego tak bardzo nam brakuje: zamiast tłumić emocje, można się im przyjrzeć, zrozumieć je i potraktować jak sygnał, a nie zagrożenie.
Największą siłą tej książki jest praktyczność. Nie znajdziemy tu złotych rad w stylu „policz do dziesięciu i weź głęboki oddech”. Zamiast tego dostajemy konkretne strategie: jak rozpoznać sygnały w ciele, jak nazwać swoje potrzeby, jak rozładować napięcie, zanim wybuchniemy i pogrążymy nasz mały świat w chaosie. Każdy teoretyczny opis opatrzony jest praktycznymi przykładami — o kłótniach w pracy, spięciach z najbliższymi, niewypowiedzianych żalach. Dzięki nim zrozumienie, że złość jest emocją neutralną i potrzebną, przestaje być pustym sloganem, a staje się doświadczeniem, które naprawdę można odnieść do siebie.
W środku czeka na nas cały zestaw narzędzi: od nauki komunikowania potrzeb, przez proste metody rozładowania napięcia — sport, sztukę, medytację — aż po wskazówki, jak radzić sobie z tym, co dzieje się po wybuchu. To szczególnie cenne, bo większość poradników zatrzymuje się na etapie „jak się nie wkurzać”. A tu dostajemy mapę dalszej drogi: co zrobić, gdy emocje już wylały się na zewnątrz, a ciało i głowa próbują posprzątać bałagan.
„Złość odczarowana” nie jest kolejnym poradnikiem, który opowiada banały i powtarza oczywistości. To książka, która naprawdę pokazuje, co zrobić ze złością, by przestała rządzić nami z ukrycia. Jej ogromnym plusem jest język — prosty, naturalny, bez psychologicznego żargonu. Nawet fragmenty o podejściach terapeutycznych czyta się jak rozmowę z kimś, kto ma doświadczenie i potrafi wyjaśnić najtrudniejsze mechanizmy tak, że rozumie je każdy. Szyndlarowicz nie tylko tłumaczy procesy, ale też oswaja złość. Uczy traktować ją jak kompas — emocję, która wskazuje, gdzie w naszym życiu dzieje się coś ważnego. I to właśnie czyni tę książkę wyjątkową.
W polskim społeczeństwie wciąż udajemy, że gniew można „wychować” — zamieść pod dywan, przykryć frazesami i udawać, że go nie ma. „Złość odczarowana” rozbija ten mit na kawałki. Pokazuje, że złość nie musi być bombą, którą chowamy z lękiem, ale sygnałem, którego warto posłuchać. Czy ta książka zmieni czyjeś życie? Tego nie wiem, ale może otworzy jedną klapkę w głowie, a to już naprawdę bardzo dużo.
Katarzyna Chober
(katarzyna.chober@dlalejdis.pl)
Ewa Szyndlarewicz, „Złość odczarowana. Zrozum ją, zaakceptuj i wykorzystaj”, Wydawnictwo Sensus, Gliwice, 2025.
Komentarze