O takim bohaterze aż miło poczytać! I nie piszę tego tylko jako kobieta (choć być może udzieliła mi się ta powszechna kobieca słabość), ale po prostu jako czytelnik. Oliver Harris w „Podwójnym życiu” zastosował bardzo opłacalny zabieg – zrezygnował ze szlachetnego rycerza na białym koniu na rzecz policjanta z krwi i kości – takiego z problemami, pokusami i wątpliwie działającymi wyrzutami sumienia.
Nicka Belsey’a, głównego bohatera „Podwójnego życia”, po prostu nie można nie polubić właśnie dlatego, że nie robi on absolutnie niczego, by zdobyć sympatię czytelnika. Nie jest wzorem cnót obywatelskich, nie uważa, aby praca w policji była zaszczytem. Za to ma naturalny talent do pakowania się w kłopoty. Na taki właśnie kłopot (przez duże K) zapowiada się też, dość niewinne z pozoru zgłoszenie zaginięcia, którym Nick ma się zająć. Gdy zaginionym okazuje się rosyjski oligarcha, Belsey powoli układa sobie w głowie plan, przebiegły i bezczelny jednocześnie, posłużenia się dobrami pozostawionymi przez biznesmena i… jego tożsamością. Niestety to, co na początku dla policjanta doświadczonego w kontaktach z przestępcami, wydawało się dziecinnie proste, dość szybko okazuje się coraz bardziej zagmatwane i niebezpieczne.
Oliver Harris stworzył naprawdę dobry kryminał osadzony na styku londyńskich salonów i tamtejszego półświatka. Autor idealnie dawkuje informacje, przez co właściwie przez całą książkę trzyma czytelnika w napięciu. A trzeba też przyznać, że stworzył przy tym splątaną i przemyślaną fabułę tak, że nie sposób jest się od razu zorientować, o co w tym wszystkim chodzi. Tak więc prawdę w „Podwójnym życiu” odkrywamy razem ze złym gliną, który tak prowadzi czytelnika, że nie sposób jest wyprzedzić go w domysłach, ale też nie pozostaje się w tyle. Jedyne, na co trzeba się przygotować, to w miarę uważna lektura, tak, aby nie umknął żaden element tej misternej układanki.
Przyznam, że na taki kryminał czekałam już od dawna. Oliverowi Harrisowi udało się to, na co już niemal straciłam nadzieję. Tchnął w kryminał prawdziwy powiew świeżości, tak realistycznie zbudował postać swego bohatera, że kwestia przypisania go do tych „dobrych” albo tych „złych” policjantów w znacznej mierze zależy od czytelnika, a także, co ucieszyło mnie najbardziej – udało mu się nie wykorzystać oklepanych i banalnych schematów w budowaniu fabuły.
„Podwójne życie” to debiut Olivera Harrisa. Jeśli tak wygląda jego pierwsza książka, to ja już z niecierpliwością wyglądam kolejnych. To książka, którą polecam nie tylko miłośnikom kryminałów i thrillerów, ale także tym, którzy kiedyś zrazili się do tych gatunków. Jeśli Oliver Harris nie przywróci im wiary w siłę dreszczyku emocji podczas lektury, to kto?
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Oliver Harris, „Podwójne życie”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011
Komentarze