Książka Justyny Szymańskiej traktuje o potrzebie zmian, które są potrzebne w życiu każdego z nas, by po prostu nie zwariować. Jedynie ich przyczyny bywają różnorakie, co też obrazują bohaterki. Każda z nich bowiem mozolnie próbuje wcielić w swoje życie nowe plany, choć zgoła odmienne. Alina ma dość bycia kurą domową, Jolka chciałaby łączyć pracę z pasją i otworzyć własny biznes, a Monika pożegnać samotność. Blokuje je strach przed nowościami, które przecież mogą okazać się kompletną porażką. Ale, kto nie ryzykuje, ten nie ma, zatem kobiety zaczynają działać, bo przecież nie ma innej opcji niż sukces.
Takie optymistyczne myślenie się ceni, ale byłoby zdecydowanie zbyt różowo, gdyby wszystko szło bez najmniejszych komplikacji. Kłody pod nogi sypie bohaterkom otoczenie, ale też one same. Najlepszym przykładem jest Monika, która zawodowo prowadzi szkolenia dla singielek, ucząc je, jak zdobyć i utrzymać mężczyznę. Sama zaś nie potrafi skorzystać z rad, którymi karmi innych. To że jest przy tym wiarygodna, to naprawdę cud! Jolka, próbując otworzyć własny interes, staje w szranki z biurokracją, własnymi wątpliwościami, złymi zrządzeniami losu i zazdrością innych, co nie ułatwia niczego. Alina zaś, nawet nie przypuszcza, że wyjeżdżając do sanatorium, odbędzie podróż w głąb samej siebie, a jej małżeństwo z 30-letnim stażem stanie pod poważnym znakiem zapytania.
Justyna Szymańska, choć serwuje wszystko w tonie humorystycznym, to nie sposób nie dostrzec, że pod tym płaszczykiem naszpikowanym zabawnymi dialogami, kryją się problemy, które choć na pierwszy rzut oka mogą wydawać się banalne, to przyglądając się im jednostkowo, wcale takimi nie są. A wpływ na taki odbiór, bez wątpienia, ma fakt, że są elementem życia nie tylko bohaterek „Nie ma innej opcji”, ale też wielu z nas. I może właśnie w tym tkwi jakaś siła tej z pozoru lekkiej lektury, która czasem bawi, czasem irytuje, ale powoduje też, że w głowie rodzi się myśl o własnej potrzebie zmian. O chęci zażegnania marazmu czy to zawodowego, czy to uczuciowego. Bo jeśli dzieje się nam źle, to nie ma co odwlekać kroku naprzód. Wszak nie ma opcji, żeby coś nie wyszło. A nawet jeśli tak się stanie, to zachowując optymizm, łatwiej zdecydować się na kolejne zmiany. Czyż nie?
Katarzyna Stec
(kultura@dlalejdis.pl)
Justyna Szymańska, „Nie ma innej opcji”, Prozami 2012
Komentarze