„Zmierzchnica” – recenzja

Recenzja książki „Zmierzchnica”.
Emily miała kochający dom i szczęśliwe życie. Jej los się odmienił, kiedy poznała miłość swojego życia. Gdy zorientowała się, że jednak musi uciekać, było już zdecydowanie za późno.

„Emily rozpamiętywała, jak każdej nocy musiała robić wszystko, czego chciał Danny, jak przychodzili jego znajomi i wchodzili jeden po drugim do jej pokoju, by spełnić wszystkie swoje zachcianki. Pamiętała, jak mocno obrywało się jej od każdego z nich, kiedy protestowała i próbowała się bronić. Te wspomnienia, każde z nich i każde z osobna, bolały tak samo jak wtedy. Czuła wstręt, rozpacz i niemoc (…).”

Emily miała szczęśliwe, uporządkowane życie, przyjaciół oraz kochającą i uwielbianą przez wszystkich matkę. Życie dziewczyny zmieniło się w piekło, kiedy poznała – jak się zdawało – miłość jej życia. Początki znajomości, jak to zwykle bywa, były piękne i dobrze rokowały na przyszłość. Gdy jednak Emily zorientowała się, że „coś jest nie tak”, było już zdecydowanie za późno. Od feralnego dnia codziennością młodej kobiety stało się systematyczne znoszenie upokorzeń, przemocy fizycznej i zbiorowych gwałtów. Emily straciła nadzieję na życie bez doświadczania przemocy. Nigdy jednak nie pomyślała, że kiedyś to ona będzie po drugiej stronie barykady i stanie się „seryjnym”…

Główna koncepcja „Zmierzchnicy”, proces zmiany jej osobowości oraz pobudki zachęcające ją do czynienia zła są ciekawe i mogłaby z tego wyjść naprawdę interesująca książka, gdyby autorka spełniła dwa warunki. Po pierwsze – podeszłaby do tematu bardziej analitycznie (zwłaszcza w aspekcie psychologicznym), po drugie – przestałaby pisać frazesy, puste nic nie znaczące zdania i skupiłaby się na zbudowaniu lepszej fabuły. Tej opowieści brakuje wiarygodności. Po przeczytaniu kilku kartek byłam zszokowana informacją, jak może wyglądać rozmowa głównej bohaterki i jej mamy, kiedy ta pierwsza po kilku latach uciekła z rąk swojego oprawcy. Dialog był o herbacie i mniej więcej skupiał się na sztucznych uprzejmościach. Gdzie tu emocje – dramatyzm osoby po przejściach, czy rozpacz osoby, która już żegnała się z myślą, że kiedykolwiek zobaczy własne dziecko? Nie mogę tego pojąć, jak na wstępnie można tak popsuć opowieść i „zabić” ciekawie zapowiadające się bohaterki. Poza tym wiele wątków zostało przedstawionych w bardzo płytki sposób. Bardzo brakuje mi tu konkretów, czegoś co przyciągnęłoby mnie jako czytelnika i nie pozwalało oderwać się od czytania. Owszem, publikacja ma zaledwie 154 strony i jest niewielkiego formatu, ale… albo się coś robi z pełnym zaangażowaniem albo w ogóle. Po przeczytaniu całości tej publikacji odniosłam wrażenie, że autorka miała za zadanie napisać książkę w dwie godziny, gdyż prawie nic tu nie było przemyślane. A bardzo szkoda, bo pomysł sam w sobie (główna bohaterka, jej bolesne przeżycia i zmiana osobowości) był interesujący i jakby autorka bardziej się przyłożyła, mogłoby z tego wyjść coś znacznie lepszego.

Ewelina Grzesiuk
(ewelina.grzesiuk@dlalejdis.pl)

Bohut Weronika, „Zmierzchnica”, Novae Res, Gdynia 2019



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat