„Zmiłuj się nad nami” – recenzja

Recenzja książki „Zmiłuj się nad nami”.
Historia miejscowości, która nie chce pamiętać swojej historii.

Klimontów to niewielka miejscowość w pobliżu Sandomierza, z pozoru nieróżniąca się niczym szczególnym od setek podobnych w całym kraju. Jest jednak coś, co spowodowało, że Andrzej Nowak-Arczewski uznał ją za miejsce na tyle wyjątkowe, iż tam właśnie skierował swoje kroki, przygotowując najnowszą książkę, „Zmiłuj się nad nami”. Tym „czymś” jest skomplikowana przeszłość Klimontowa, który przed II Wojną Światową był miastem bardziej żydowskim niż polskim (nawet 75% mieszkańców stanowili w nim Żydzi), a po wojnie… cóż, jak łatwo się domyślić, większości Żydów w nim zabrakło. A ci, którzy wrócili, stali się ofiarami zdarzenia, którego sprawcy do dzisiaj nie zostali ustaleni. I to właśnie ten epizod w historii miasteczka – a przede wszystkim jego wpływ na mieszkającą tam społeczność i jej relacje z ludźmi „z zewnątrz” – próbuje zgłębić reporter.

Na ile jest to próba udana? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Z pewnością zawiedzeni będą ci czytelnicy, którzy spodziewają się detektywistycznych poszukiwań przestępców z przeszłości, ostatecznych rozliczeń i ukarania winnych. „Zmiłuj się nad nami”, jak informuje nas zresztą na okładce wydawca, „to nie jest próba szukania winnego. To opowieść o mechanizmach pamięci małego miasteczka, której udziałem staje się eksterminacja Żydów”. I rzeczywiście, w książce brak wydanych na kogokolwiek wyroków. Autor nie wydaje się tym zresztą w ogóle zainteresowany, bardziej zajmuje go dowiedzenie się, jak do wydarzeń z przeszłości odnoszą się współcześni mieszkańcy i z czego to podejście wynika.

Tym, co mnie osobiście w książce nieco drażniło, jest coś, co nazwałabym zbytnim „przepoetyzowaniem”. Niektóre obserwacje i refleksje (jak choćby interpretacje słów księdza, padających w trakcie kazania, tak, by nawiązywały one do historii miasteczka) zawarte w książce bardziej niż do reportażu pasowałyby bowiem do lirycznego poematu o współczesnym Klimontowie. Podobnie fragmenty o „miejscu mrocznym i pełnym niedomówień”, gdzie „krew wypływa z domów, placów, spływa uliczkami” są nieco śmieszne (choć – żeby było jasne – nie zabawne) i zakrawają na tanią zachętę do dalszej – rzekomo sensacyjnej i krwawej – lektury (która zresztą – na całe szczęście – ani sensacyjna ani krwawa nie jest).

Jeśli zatem do lektury „Zmiłuj się nad nami” zachęcają Was intrygujące hasła, zawarte na okładce, i spodziewacie się mrożącego krew w żyłach rozliczenia z historią, to nie dajcie się zwieść. Jeśli jednak chcecie przeczytać niezły reportaż o ludziach, nad którymi nadal wisi historia i którzy lepiej lub gorzej starają się sobie z nią poradzić, może to być książka dla Was.

Katarzyna Czupajło
(katarzyna.czupajlo@dlalejdis.pl)

Andrzej Nowak-Arczewski, „Zmiłuj się nad nami”, Warszawa, Prószyński i S-ka, 2017.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat