Kiedy Krzysiek, młody student historii, słyszy diagnozę, wie, że wszystko, co najpiękniejsze w życiu najprawdopodobniej go ominie. Lekarze nie pozostawiają cienia wątpliwości – ten nowotwór daje mu maksymalnie sześć miesięcy życia. Wysyła swoje zgłoszenie na eksperymentalną terapię do pewnego uzdrowiciela, Jakuba, nie wiedząc, czy ów będzie w stanie w jakikolwiek sposób mu pomóc. Tymczasem w całej Polsce w tajemniczych okolicznościach giną uzdrowiciele, bioenergoterapeuci, znachorzy. Pytanie, jakie cały czas stawia sobie policja, brzmi, czy seria morderstw jest dziełem przypadku, czy może jednak mamy do czynienia z seryjnym mordercą, który za cel obrał sobie osoby zajmujące się szeroko pojętą medycyną alternatywną? Sprawa jest o tyle dziwna, że zatacza coraz szersze kręgi, aż policja trafia na trop jednoznacznie prowadzący do miejscowości, w której uzdrawia Jakub, a w której to aktualnie przebywa Krzysiek. Wspólnie z wioskowym policjantem będzie musiał skonfrontować się z mordercą. Czy przyda się tutaj jego szeroka wiedza historyczna? Jak wiele tajemnic po drodze będzie musiał rozwikłać? I w końcu, dlaczego wszyscy wokół niego kłamią?
Do książki „Znachor” podeszłam z małą dozą sceptyzmu. Tak już mam w chwili, gdy w moje ręce trafia książka autora, którego nie znam, a ciężko mieć jakiekolwiek pojęcie na temat dorobku pisarskiego kogoś, kto dopiero tę przygodę rozpoczyna. I tak, Michał Śmielak zadebiutował „Znachorem”, ale jak on zadebiutował! Moim skromnym zdaniem jest to dotychczas jeden z lepszych debiutów literackich, jakie udało mi się przeczytać. Poznajemy tutaj młodego, nieco zagubionego studenta historii, Krzyśka, który pewnego dnia, niczym obuchem w łeb, dostaje informacje, że zostało mu jedynie pół roku życia. Nic więc dziwnego, że niczym przysłowiowy tonący, Krzysiek o pomoc zwrócił się do kogoś, kto zajmuje się uzdrawianiem. Jakub, bo o nim mowa, jest tajemniczy, a jeszcze bardziej tajemnicza jest miejscowość, w której mieszka, a w której to na każdym wręcz kroku wychodzą na jaw coraz to nowe historie, teorie i mroki przeszłości.
Moim zdaniem jest to książka, od której nie sposób się oderwać – musisz wręcz rozpocząć kolejny rozdział, aż nie wiadomo kiedy czytasz ostatnią stronę i wprost nie możesz wierzyć, że to już koniec. Zaskakujący, zabawny, a momentami dosadny język, świetne dialogi, fenomenalnie narastające napięcie i stopniowo rozplatana fabuła sprawiają, że „Znachora” czyta się genialnie. Co więcej, wątek polowań na czarownice okraszony został tak cudownie garściami wiedzy historycznej, że człowiek wchłania tę wiedzę mimowolnie, niczym gąbka wodę. Oprócz oczywistego thrillera z mocno rozbudowanym wątkiem kryminalnym Michał Śmielak serwuje nam coś jeszcze, coś, co daje mocno do myślenia. Mam tutaj na myśli tak szeroki biznes, jakim w rzeczywistości jest bioenergoterapia, czyli medycyna alternatywna, która w praktycznie stu procentach może zaoferować jedynie złudne nadzieje na wyzdrowienie. Polecam tę książkę wszystkim ze szczerego serca. Każdy jest z niej w stanie wynieść dla siebie odpowiedniego: zapaleni historycy - morze wiedzy o zamierzchłych czasach, a fani dobrego kryminału – książkę, która trzyma w napięciu do ostatniej strony.
Marcelina Nalborczyk
(marcelina.nalborczyk@dlalejdis.pl)
Michał Śmielak, „Znachor”, Kraków, Wydawnictwo Initium, 2021r.
Komentarze