„Znak Wschodzący Wodnika” – recenzja

Recenzja książki „Znak Wschodzący Wodnika”.
Lanie wody z odrobinką potencjału

Lubię nietypowe książki. Interesuję się astrologią. Czy trzeba dokładniej tłumaczyć, dlaczego zainteresowałam się tą książką? Nie wydaje mi się. Niejednoznaczny opis z tyłu zaś nie wyjaśnił ani dla kogo, ani w zasadzie z jakiego gatunku to twór. Według mnie sugerował, że książka może mieć drugie dno.

Posępny żył przed chrystianizacją i trafił do dzisiejszej Polski z Atlantydy. Zdziwił się tym, co zobaczył. Nietypowe metody nawracania ludzi na właściwą drogę, jakie posiadał w swoim repertuarze Posępny stanowiły jedyną szansę na ocalenie ludzkości… Ale czy rola zbawcy świata, a konkretniej, polskiej rzeczywistości, przypadła mu do gustu?

Od pierwszych stron z aprobatą przywitałam zabawne sytuacje czy lekki styl, w jakim Kulczyk poprowadziła historię. Humoru nie mogę jej odmówić. Fabuła rozwinęła się dzięki temu szybko i wydała się chwytliwa. Szybko stało się jasne, że sporo w niej fantastyki. Bohaterowie wydawali się niczym z książki dla dzieci, jednak wraz z kolejnymi rozdziałami zaczęłam nabierać wątpliwości.

Język i pewne odniesienia zaczęły robić się trudniejsze, z czym sama autorka średnio sobie poradziła. Komizm zaczął trochę odstawać, a pewne wątki uciekać. Inne z kolei kumulowały się i nakładały na siebie przesadnie, wprowadzając chaos.

Wartka akcja pełna rozmaitych zwrotów nie jest oczywiście wadą samą w sobie, ale ta wyszła nieco przeładowana. Jakby Kulczyk chwilami nie wiedziała, co zrobić z własnymi kreacjami? W pewnym momencie wszystko poszło w kierunku parodii samej siebie. Język mniej więcej od połowy zaczął robić się sztuczny. Autorka i jej bohaterowie… nieźle odpłynęli, można by rzec.

Przeczytawszy, zostałam z mnóstwem pytań, zaczynając od: Co ja właściwie przeczytałam? „Znak Wschodzący Wodnika” wydał mi się jednocześnie lekturą banalną, jak i niepotrzebnie utrudnioną. Chwilami brakowało mi w niej logiki. To fantastyka, prawda, ale jakby nie trzymająca się swoich praw. Trudno też stwierdzić, dla jakiej grupy wiekowej ma to być książka.

Widzę potencjał w pomyśle i humorystycznym tonie (tylko do pewnego czasu), ale na tym koniec. W książce brakowało mi choćby jednego mocnego punktu do jednoznacznego pochwalenia. Największym zarzutem jest częściowe rozwlekanie, a częściowe pomijanie wątków. Książki nie polecam i ostrzegam szczególnie tych, którzy liczyli na dwuznaczną, ambitniejszą treść z podtekstem (np. umiejętnie odnoszącym się do sytuacji w dzisiejszej Polsce).

Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)

Małgorzata Kulczyk, „Znak Wschodzący Wodnika”, Novae Res, 2020.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat