„Znak kukułki”- recenzja

Recenzja książki „Znak kukułki”.
Mroczna tajemnica, zawikłana narracja, świat na pograniczu snu i jawy, nieoczywiste rozwiązania. Tak zapowiadała się powieść Anny Bichalskiej.

Główna bohaterka, Alina, jest kobietą o dosyć poplątanej przeszłości: jako dziecko została adoptowana po serii tajemniczych wydarzeń, jednak nie pamięta nic ze swojej przeszłości przed adopcją. Jej przybrany ojciec w ramach nietypowego spadku zostawia Alinie list i serię artykułów opisujących wydarzenia sprzed dwudziestu lat, kiedy to została odnaleziona w nietypowych okolicznościach.

Okazuje się, że bohaterka adoptowana została przez dziennikarza badającego sprawę tajemniczych zniknięć dzieci, a jednym z nich była właśnie Alina… W poszukiwaniach rozwiązania zagadki pochodzenia oraz zniknięć innych dzieci wspiera bohaterkę jej współlokatork,a Greta, skrywająca własne mroczne tajemnice.

Świat przedstawiony w „Znaku kukułki” jest nieoczywisty i bardzo tajemniczy, autorka prowadzi narrację tak, by wprowadzać czytelnika w błąd i nigdy nie podsuwać mu oczywistych tropów. Szkatułkowa niemalże opowieść stoi na rozdrożu między fantastyką, mroczną baśnią i surrealistyczną powieścią grozy. Całość opowiadana jest z perspektywy trzech narratorów, w różnych czasach i w rożny sposób. Opowiadane historie przenikają się, nakładają się na siebie lub sobie wzajemnie przeczą.

Szkoda jedynie, że całość nie porywa, będąc poprawnie skonstruowaną, lecz nienadzwyczajną. Nie spodziewałam się talentu na miarę książek Gaimana, lecz historia opowiedziana przez Annę Bichalską brzmi dobrze jedynie w opisie. Wykonanie kuleje i to znacznie. Pompatyczne dialogi, egzaltowana narracja pierwszoosobowa, słabo nakreślone tło i mało wiarygodna bohaterka nie ułatwiają lektury.

Całości nie zaszkodziłoby odchudzenie o kilkadziesiąt stron oraz wyrzucenie kilku scen, a także rozbudowanie postaci Aliny, by stała się bohaterką, której można sekundować w odkrywaniu niejasnej przeszłości i poszukiwaniach własnej tożsamości. Szkoda, że ciekawy pomysł nie wypalił i zamiast fascynującej bajki otrzymaliśmy poprawne czytadło, które niezbyt spełnia szumne zapowiedzi z okładki.

Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)

Anna Bichalska, „Znak kukułki”, Zysk i S-ka, Poznań, 2019 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat