Oś fabuły tworzy Klara – dziewczyna, która dotychczas uchodziła za fundament niezależności i stalowego opanowania. Jej pewność siebie i jasny kręgosłup moralny wydawały się pancerzem, którego nic nie zdoła naruszyć. Wszystko drży w posadach, gdy w kadrze pojawia się Aleks. Uprzejmy, magnetyczny, roztaczający urok, który błyskawicznie otwiera drzwi do jej zaufania. Chwila pierwszego pocałunku pieczętuje przekonanie, że oto na horyzoncie pojawiło się absolutne spełnienie.
Tyle że chemia początkowego zauroczenia szybko ewoluuje. Autorka z chirurgiczną precyzją obnaża mechanizm, w którym gwałtowne uniesienia zmieniają tor i zaczynają dusić. Nagle czułość sąsiaduje z lodowatym chłodem, bliskość staje się odepchnięciem, a opiekuńczość okazuje się sprytną formą dominacji.
Uczucie, które miało być wiatrem w żaglach, przeistacza się w system naczyń połączonych z lękiem. Klara krok po kroku znika jako dawna dziewczyna, stając w obliczu fundamentalnego, bolesnego pytania o granice poświęcenia w imię uczucia.
Rytm tej książki bez wątpienia ma w sobie coś hipnotyzującego. Całość pochłania się w jeden wieczór, płynąc przez strony bez momentu znużenia. Najciekawsze w tym doświadczeniu okazało się jednak coś innego: prozaiczna, lecz silna podróż w czasie.
Nagle, poprzez emocje bohaterki, odżyły we mnie dawne nastoletnie lata, z całą ich intensywnością, brakiem kalkulacji i specyficznym, młodzieńczym idealizmem. Znów poczułam się jak wtedy, gdy świat mierzyło się zupełnie inną miarą.
Mimo początkowego sceptycyzmu ostatecznie zatraciłam się w tej lekturze. To udany, zmuszający do refleksji portret psychologiczny relacji, w której łatwo zatracić własny głos.
Daria Konieczna
Marta Królak, „Zniszczyłeś nasz wszechświat, Aleks”, Wydawnictwo Novae Res, Gdynia, 2026.
Komentarze