Ogromnie ciężko było mi napisać tę recenzję. Usiąść i opisać emocje, wzruszenia, podziw, zachwyty... Ciężko coś napisać, gdy cała armia najlepszych przymiotników to za mało. Ale spróbuję.
Jak zaczęła się historia autorki książki – Agnieszki Kalugi z miejscem i ludźmi, o których pisze? Od dwóch istotnych momentów w jej życiu: śmierci córeczki, której obiecała, że sobie poradzi, i odwiedzin teścia w hospicjum. Agnieszka zawędrowała tam później jako wolontariuszka, w 2010 roku zaczęła pisać bloga o tym samym tytule co książka, aby móc zrzucić z siebie ciężar doświadczeń wynoszonych z tego miejsca.
O czym pisze na blogu i w swojej książce? O pomaganiu, o chorych i ich rodzinach, o wolontariacie, troszkę o sobie i swojej rodzinie, a przede wszystkim o tym, co najważniejsze: byciu z drugim człowiekiem. Porusza jedne z najtrudniejszych i często omijanych tematów: choroby, śmierci, żałoby. Opisuje przeżyte w hospicjum sytuacje, poznanych tam ludzi i ich historie. Zaznacza, że wsparcia potrzebują nie tylko umierający, ale także ci, którzy pozostają przy życiu - ich najbliżsi.
Zastanawiacie się co robi w hospicjum wolontariusz? Niewiele, a jednocześnie aż tyle, że można mu postawić pomnik. Jest tym, który jest, który ma czas. Uśmiechnie się, potrzyma za rękę, porozmawia, a czasem pomilczy. Wysłucha historii życia, czasem przytuli, pomodli się. Jest po to, aby poprawić poduszkę, podać szklankę z wodą, pomoże zjeść. Pomoże w napisaniu pożegnalnego listu, da drobny upominek, a czasem nielegalnie przemyci papierosa. I najważniejsze: wie kiedy zniknąć, a rodzinę chorego zawsze stawia na pierwszym miejscu.
Trudno pisać o hospicjum i śmierci bez ckliwości, patosu, z odpowiednim wyczuciem. Autorka, jako polonistka z wykształcenia i studentka psychologii, robi to po mistrzowsku, w sposób prosty i naturalny. Pisze tak autentycznie i obrazowo, że nie sposób nie mieć każdej z opisywanych scen przed oczami, nie sposób nie wczuć się w sytuację, nie sposób nie przywiązywać się do bohaterów, o których wiemy, że za kilka stron znikną. „Zorkownia” wzbudza wiele emocji i wbrew pozorom jest to bardzo różnorodna ich mieszanka. Podczas lektury nie da sie nie wzruszać i nie płakać, nie odczuć, że to lektura trudna, pełna bólu i walki, ale dająca również wiele pozytywnych odczuć, zmuszająca do refleksji, ucząca pokory.
„Zorkownia” jest książką, wobec której nie można przejść obojętnie i której na samym początku nie można nie zauważyć. Zielona okładka i żółte żonkile rzucają się w oczy z daleka, przykuwają uwagę. Zapraszają do świata, który nie jest łatwy, ale jest piękny.
Milena Kwasek
(milena.kwasek@kobieta20.pl)
Agnieszka Kaluga, „Zorkownia”, Kraków, Wydawnictwo Znak, 2014
Komentarze