Z książkami Cobena jest tak, że albo się je uwielbia, albo wychodzi z założenia, że skoro przeczytało się jedną, to właściwie nie ma potrzeby sięgać po kolejną. Być może ta teoria sprawdza się w przypadku serii kryminalnych. Tymczasem „Zostań przy mnie” to wciągająca książka, po którą sięgnął właśnie Netflix. I to główny powód wydania jej w nowej szacie graficznej.
Coben lubi wracać po latach do różnych historii. Tym razem jego kryminał to powrót do zdarzeń sprzed 17 lat. To wtedy doszło do zabójstwa, w które w jakimś sensie zamieszana była tancerka z jednego z clubów. W jakimś sensie, ponieważ wkrótce po zabójstwie zniknęła. Z drugiej strony o jakim zabójstwie mówimy, skoro nigdy nie odnaleziono ciała? Jednocześnie przez wiele lat detektyw Broome, zajmujący się tą sprawą, jest w ścisłym kontakcie z rodziną. Poszukuje także jakichś wątków, pozwalających na ostateczne rozwiązanie sprawy. Jest jeszcze fotograf, zarabiający jako płatny paparazzo dla potencjalnych celebrytów. Do tego dochodzą różne osoby, które pozornie nie są w żaden sposób powiązane, ot, taki standard Cobenowski.
A co by było, gdyby to „zabójstwo” sprzed lat połączyć z jakimiś innymi, może podobnymi zaginięciami lub nawet morderstwami? Może odnaleźć jakieś inne powiązania? Tak zaczyna myśleć detektyw oraz jego była partnerka zawodowa, zwłaszcza że dokładnie tego samego dnia, ale już współcześnie, ginie młody bogaty miłośnik mocnych wrażeń. I ten moment na dobre rozpoczyna akcję, w której będą bogaci zleceniodawcy, płatni mordercy i zwykli ludzie, którzy chcieli uporządkować swoje życie.
Jeśli sięgając po tę książkę, szukacie klasycznego znalezienia zbrodniarza i wynagrodzenia dla pokrzywdzonych, to już to wykorzystano w serialu. Ta książka kilka razy zmienia poniekąd zakończenie, wyprowadzając czytelnika na ślepe ścieżki. To, co jest tu dziwne, to bliskie kontakty między byłymi małżonkami czy też totalna ignorancja i brak chęci spotkania przez naście lat w przypadku dawnych kochanków, którzy kiedyś planowali wspólną przyszłość. Jest ból rodziny, która przez naście lat chwyta za każdą pogłoskę i przypadkowe informacje, aby tylko móc odnaleźć zaginioną osobę albo aby móc wreszcie przeżyć żałobę, gdyby się okazało, że zaginiona osoba jednak nie żyje. Bo brak ciała daje nadzieję, choć złudną, choć według statystyk zaginięć wraz z czasem maleją szanse na znalezienie pozytywnego rozwiązania. Czyli na odnalezienie człowieka.
Będą przypadkowe rany, może poleje się krew, będą spotkania po latach, choć niekoniecznie ze szczęśliwym zakończeniem, bo niby dlaczego „stara miłość nie rdzewieje” . Nawet jeśli czytaliście wcześniej (ja tak) - ekranizacja zobowiązuje i Cobena należy odkurzyć.
Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)
Harlan Coben, „Zostań przy mnie”, Wydawnictwo Albatros, 2021
Komentarze