Przewrotny tytuł – to połowa sukcesu. Jeśli komuś wydaje się, że „Dziewczyny do wynajęcia” to opowieść o kobietach z agencji towarzyskiej, jest w błędzie. Żeby przekonać się w jak wielkim i skąd pomysł autorki na taki właśnie tytuł, a przypadkowy nie jest, koniecznie musi przeczytać najnowszą powieść Ireny Matuszkiewicz.
Etat nauczyciela języka polskiego, wynajmowana kawalerka we Włocławku, przystojny chłopak ortopeda, który na swoje życzenie chciałby jak najszybciej zostać zaobrączkowany – takie życie wiedzie Zuzanna Korecka. Prośba starszej, przyrodniej siostry o chwilową opiekę nad mieszkaniem i psem podczas jej nieobecności wywróci tę sielankę do góry nogami.
Przeprowadzka z Włocławka do Torunia początkowo zapowiada się fantastycznie. Spotkania z przyjaciółkami ze studiów, praca nad reportażem dla toruńskiej gazety codziennej. W końcu spełniała się zawodowo, to nic, że dla dobra artykułu musiała poświęcić się i zasuwać na restauracyjnym zmywaku. Wszystko układałoby się po jej myśli, gdyby nie piętrzące się dziwne, niewytłumaczalne sytuacje. Dodatkowe brudne talerze i sztućce w mieszkaniu siostry, z których Zuza nie korzystała, poturbowany pies, którego przecież zostawiła samego w mieszkaniu, w końcu wywiezienie przez siostrę na wieś, skąd ma się nie ruszać pod pretekstem śmierci ich obu. Kiedy groźba traci na sile i ostatecznie wydaje się być jedynie niewinnym kłamstewkiem, okazuje się, że siostra tym razem nie minęła się z prawdą. Taką pełną wrażeń przygodę zafundowała Zuzannie Weronika. Pozornie samotna z wyboru, prawie 40-letnia lekarka miała ku temu swoje powody, te jednak, jak to zwykle w książkach bywa, zostają w komplecie zdemaskowane dopiero pod koniec powieści. Więcej zdradzić nie mogę.
„Dziewczyny do wynajęcia” to przyjemna lektura z odpowiednią dawką humoru i lekkim dreszczykiem emocji. Mimo 400 stron, szybko się ją czyta. Świadczy to o ciekawie rozbudowanej fabule. Nie ma mowy o ziewaniu z nudów podczas czytania. Irena Matuszkiewicz wie, jak zainteresować swoich odbiorów. Świetnie proporcje między objętością książki, a kolejnymi tajemnicami, które przygotowała nie tylko dla młodszej z sióstr, ale przede wszystkim dla czytelników, gwarantują odłożenie powieści na półkę dopiero po dobrnięciu do ostatniej strony.
Życzę przyjemnego czytania!
Iwona Bujak
(iwona.bujak@dlalejdis.pl)
Irena Matuszkiewicz, „Dziewczyny do wynajęcia”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012
Komentarze