Autorka serwuje historię, która przypomina jazdę kolejką górską: raz śmieszy do łez, za chwilę zaskakuje mroczniejszym tonem, a momentami zmusza do refleksji nad ludzką naturą i absurdem rzeczywistości.
Fabuła krąży wokół z pozoru sensacyjnej intrygi związanej ze zwłokami i tajemniczym „systemem”, który – niczym makabryczny automat – zdaje się produkować kolejne zagadki. Jednak „Zwłokomat” nie jest klasycznym kryminałem. To raczej literacki koktajl: trochę komedii pomyłek, trochę satyry społecznej i odrobina kryminalnej zagadki. Banach bawi się konwencją tak swobodnie, jak kucharz eksperymentujący z przyprawami: czasem dodaje szczyptę ironii, innym razem solidną porcję absurdu.
Jedną z największych sił tej książki jest język. Autorka pisze lekko, dynamicznie, a jej dialogi są jak iskry przeskakujące między bohaterami. Postacie bywają przerysowane, ale właśnie dzięki temu zapadają w pamięć. Czytelnik ma wrażenie, że obserwuje galerię osobliwości. Ludzi, którzy mogliby mieszkać tuż za rogiem, choć jednocześnie są tak barwni, jak postacie z teatralnej farsy. Emocje w tej historii zmieniają się jak pogoda w kwietniu: od rozbawienia, przez napięcie, aż po chwilowe zdumienie.
Ciekawostką jest fakt, że Iwona Banach znana jest z zamiłowania do humoru w literaturze obyczajowej i kryminalnej. „Zwłokomat” doskonale pokazuje tę cechę jej stylu. Autorka udowadnia, że nawet tematy z pozoru mroczne można przedstawić w sposób lekki i inteligentny. W pewnym sensie przypomina to oglądanie komedii kryminalnej, gdzie zamiast ciężkiej atmosfery dostajemy błyskotliwą grę z konwencją.
W trakcie lektury pojawia się też interesujące zjawisko: czytelnik zaczyna traktować absurd tej historii jak coś zupełnie naturalnego. To trochę jak spacer po krzywym zwierciadle: świat wygląda dziwnie, ale jednocześnie zadziwiająco znajomo. Banach w sprytny sposób pokazuje, że rzeczywistość bywa bardziej groteskowa, niż chcielibyśmy przyznać.
Największym atutem opowieści jest jej tempo. Strony przewracają się niemal same, bo autorka umiejętnie buduje napięcie i podsyca ciekawość. Każdy rozdział działa jak kolejny element układanki, która powoli odsłania sens całej historii. Nie brakuje też momentów, w których czytelnik może się zatrzymać i pomyśleć: „czy to naprawdę się dzieje?”. Ta mieszanka zdziwienia i rozbawienia jest jednym z największych uroków książki.
„Zwłokomat” to publikacja idealna dla osób, które lubią kryminały, ale niekoniecznie chcą tonąć w mroku i brutalności. To historia, która udowadnia, że nawet w opowieści o śmierci można znaleźć sporą dawkę humoru i dystansu. Jeśli ktoś szuka książki lekkiej, inteligentnej i nieco przewrotnej to zdecydowanie warto po nią sięgnąć. To literacka przygoda, która potrafi rozbawić, zaskoczyć i sprawić, że na chwilę spojrzymy na świat przez pryzmat absurdalnego, ale bardzo trafnego zwierciadła.
Joanna Sieg-Ulanowicz
Iwona Banach, „Zwłokomat”, Wydawnictwo Skarpa Warszawska, 2026.