Zwyczajni faceci istnieją!

Recenzja książki „Zwyczajny facet”.
W powieści Małgorzaty Kalicińskiej poznajemy historię jednego z nich.

Wiesiek to mężczyzna w kwiecie wieku, ojciec dwóch dorosłych dzieci, mąż do szaleństwa zakochany w swojej żonie, choć ta, jak się przekonamy, przez całe życie jest chodzącą bombą zegarową wybuchającą bardzo często. Zarzewiem konfliktów, wiecznych pyskówek są błahostki, obok których wiele osób przeszłoby obojętnie. Dla Joanny wszystko jednak urasta do rangi gigantycznych problemów, o które warto stoczyć walkę słowną. I trzeba przyznać, że kobieta ma tupet! Dźga Wieśka pogardliwymi słowami na każdym kroku. Można odnieść wrażenie, że czerpie jakąś podświadomą satysfakcję z takich werbalnych walk. Traktuje męża jak popychadło, by za chwilę z wrednej baby stać się namiętną kochanką. Nie da się nie zauważyć, że Aśka to świetna manipulantka. Swoje nieuzasadnione wybuchy, kiedy naprawdę czuje, że przegięła, stara się Wieśkowi wynagradzać seksem. A jakby inaczej! Ale Wiesiek nie jest głupi i zaczyna negować takie manewry. Na szczęście, bo ta zwyczajność naszego bohatera przejawiająca się w okazywaniu miłości, dobroci, zapewnianiu bezpieczeństwa może prowadzić do tego, że odbierzemy go jako pantoflarza i pierdołę. On sam zresztą w wielu sytuacjach wspomina o tym. Daleka jednak jestem od przyklejenia mu tej etykietki, bo jego wszystkie działania napędza uczucie. Wiesiek jest po prostu człowiekiem odpowiedzialnym i zaradnym. Dla rodziny zrobi wszystko. A kiedy dopadnie go bezrobocie, wyemigruje, by zapewnić najbliższym byt. Nawet nie spodziewa się, jaką wojnę zgotuje mu małżonka. Gwarantuję, że o nudzie nie ma mowy!

„Zwyczajny facet” to książka traktująca o wielu ważnych sprawach. O miłości, która stała się toksyczna. O sile męskiej przyjaźni. O męskich rozterkach, którymi faceci nie dzielą się z kobietami, bo to jakoś jednak głupio. O uczuciach, które przychodzą do nas, gdy wydaje nam się, że to już niemożliwe. To, że Kalicińska odwróciła sytuację i pokazała, że mężczyzna może stać się niejako ofiarą w związku, stanowi o sile książki. Świat z perspektywy mężczyzny wygląda inaczej, ale jakże intrygująco. Kobiety, które sięgną po książkę, być może w relacjach Aśki i Wieśka odnajdą własne zachowania. I być może dzięki temu pospadają im z oczu klapki i przekonają się, że wieczne walki o nic do niczego dobrego nie prowadzą, a nawet największa miłość, jeśli na co dzień dodaje się do niej toksycznego jadu, z czasem zaczyna umierać.

Autorka swoją powieścią roznieci też zapewne nadzieję w wielu poranionych i zgaszonych kobiecych sercach, które zatraciły już wiarę w istnienie zwyczajnych (bo dobrych!) mężczyzn. Kalicińska kreśli portret mężczyzny, którego wiele kobiet chciałoby mieć u swego boku. Myślę, że w trakcie lektury wiele czytelniczek uzna, że chętnie zajęłoby miejsce krnąbrnej Joanny. Każdy chciałby dzielić życie z mężczyzną, który na każdym kroku, małymi, dla innych często niedostrzegalnymi gestami, stara się przychylić nieba. A Wiesiek tak właśnie jest. I na nim świat się nie kończy. Zatem po odłożeniu książki na półkę, warto rozejrzeć się dookoła siebie, by nie przegapić realnego zwyczajnego faceta.

Katarzyna Stec
(katarzyna.stec@dlalejdis.pl)

Małgorzata Kalicińska, „Zwyczajny facet”, Zysk i S-ka, 2010


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat