„Życie bywa znośne” – recenzja

Recenzja książki „Życie bywa znośne”.
Życie wszystkim daje się we znaki, ale istnieją ludzie, którzy szczególnie mają na pieńku z losem. Czy Paweł Bojarski przekonał mnie, że „Życie bywa znośne”?

Młody chłopak po swoim pierwszym, burzliwym związku z wybuchową równolatką znalazł w końcu coś, co wydaje się być miłością jego życia. Nadia jest piękna, utalentowana, a do tego jej figura tancerki zdecydowanie budzi zazdrość u kobiet. Wkrótce musi na trochę wyjechać – ale to przecież nie przeszkoda dla miłości, prawda? W tym czasie znajomy Robert będzie cały czas organizował odwiedziny u tancerek, zaś nasz bohater zyska okazję do zarobienia kilku groszy w niestandardowej – i nie do końca legalnej – pracy. W tym czasie też wydarzyć się może tyle różnych, zaskakujących sytuacji, że to aż nierealne… Czy życie będzie znośne nawet mimo upadków?

W zasadzie bardzo trudno jest mi ocenić tę książkę. Z jednej strony na pewno zapada w pamięć, tworząc ciekawą historię współczesnego, pozbawionego sensu życia nastolatka wchodzącego w dorosłość. Z drugiej strony wydaje się zupełnie przekolorowana, przejaskrawiona, głównie ze względu na język. Na pewno pozytywną cechą jest to, że trudno o niej zapomnieć – a jej niejednolity odbiór sprawia, że nie da się pozostać wobec niej obojętnym.

„Życie bywa znośne” odsłania prostą, ale bolesną prawdę o tym, że być może faktycznie istnieje pokolenie, które nie ma sobą wiele do zaoferowania, bo nie jest w stanie samodzielnie dążyć do znalezienia swojej ścieżki. Z pewnością mowa o ludziach, którzy – jak bohaterowie – zagłuszają rzeczywistość i konieczność dorośnięcia używkami, ogromną falą przekleństw i zwyczajnym ignorowaniem swoich obowiązków. Choć wydaje się, że wszystkie postacie są na podobnym etapie życia, to tylko nasz bohater wykazuje ujmującą, acz niedojrzałą postawę człowieka, który chciałby być niezależny, ale jednocześnie nie chce brać na siebie żadnych obowiązków.

Samą książkę, bez jej szerszej analizy, czyta się dość łatwo, choć nie powiedziałabym, że przyjemnie. Nie jest to lektura na leniwe popołudnie – raczej zmusza do przemyśleń. Co wrażliwsi czytelnicy, którzy nie lubią natłoku przekleństw, z pewnością będą mieli trudności z jej przeczytaniem do końca; mnie zwykle takie aspekty nie przeszkadzają, ale w niektórych momentach zaburzały odbiór samej treści. Zdecydowanie zaletą jest różnorodność postaci kobiecych, które mają dość mocno rozbudowane charaktery i nie są z założenia tak oczywiste, jak mogłyby się zdawać na pierwszy rzut oka. Szczególnie do gustu przypadła mi Daria, która potrafi przyznać się do swojego zagubienia, wydaje się takim samym lekkoduchem jak bohater, a jednocześnie w głębi duszy jest o wiele bardziej dojrzała, niż mogłoby się to zdawać.

„Życie bywa znośne” to debiut Pawła Bojarskiego i książka – jak na debiut – dość udana. Na pewno trafi do specyficznej grupy odbiorców, na pewno też nie przypadnie do gustu każdemu. Ale na tym właśnie polega literatura, która zapada w serce.

Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)

Paweł Bojarski, „Życie bywa znośne”, Warszawa, Novae Res, 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat