Życie straszniejsze niż film

Recenzja książki „Krzyk o ratunek”.
Książka „Krzyk o ratunek” ma niesamowitą moc wciągania.

Uwielbiam wszystko co ładne i pozytywne, uwielbiam spełnione marzeń, odniesione sukcesy, pozytywne emocje. Od czasu do czasu jednak, chyba dla równowagi, trafia mi się coś co wywraca mój piękny świat do góry nogami. Tak było z książką „Krzyk o ratunek.” Wiedziałam, co mnie czeka, jednak… nie spodziewałam się, że wrażenie będzie tak piorunujące.

Casey jest opiekunką społeczną, która pracuje z nastolatkami skrzywdzonymi przez życie, z dziećmi z ogromnymi problemami psychologicznymi i wychowawczymi. Jak poważne to sytuacje? Wyobraźcie sobie najtrudniejsze problemy, z którymi może borykać się osoba wychowująca dziecko. Sophie, dziewczynka, która trafia pod dach rodziny Casey, taka właśnie jest. A może nawet gorsza. 12-latka  trafia do Watsonów na pobyt tymczasowy, gdyż jej obecna opiekunka przechodzi załamanie nerwowe. Sytuacja rodzinna Sophie nie jest do końca jasna, w karcie dziewczynki jest wiele niewiadomych. Pierwsze, co niepokoi  nowych opiekunów, to wygląd dziewczynki (wygląda na dużo starszą), jej niedwuznaczne erotyczne zachowanie i fakt, że odmawiając jej, można przestać czuć się bezpiecznie we własnym domu. Sophie nie była zawsze zła, miała swoją drugą stronę - o twarzy grzecznej i słodkiej dziewczynki. Była jednak jak bomba zegarowa, nie można było przewidzieć wybuchu.

Książka „Krzyk o ratunek” ma niesamowitą moc wciągania, coś więcej niż przeciętne, interesujące nowości wydawnicze. Czyta się ją, nie chce się przestać (aż bolą oczy, moje po raz pierwszy z przemęczenia odmawiały posłuszeństwa)  i zastanawia, co jest prawdą: Sophie to skrzywdzone, biedne dziecko czy doświadczona manipulantka? Ciężko nie mieć podczas lektury opinii na jej temat, ciężko jej nie zmieniać, nie stawiać się na miejscu bohaterów i się nie bać – na przemian, raz o rodzinę Watsonów, raz o nastolatkę. Dawno nie czytałam nic tak wzbudzającego emocje.

Autorka ma niebywałą zdolność pisania prostym, jasnym i jak najbardziej obiektywnym językiem. Nic nie jest przerysowane, wyolbrzymione, podkreślane. Emocje bronią się same. Moją uwagę, już na początku, przyciągnęła okładka książki i wszystkie napotkane z mediach jej opisy. Co drugie zdanie było zachwytem nad powieścią, publikacją jej najlepszych ocen i informacją o nagrodach i wyróżnieniach. Nie lubię tak nachalnej reklamy. Po przeczytaniu książki „Krzyk o ratunek” muszę jednak stwierdzić, że zasługuje ona na wszystkie nagrody. Od zawsze mam szaloną potrzebę, aby to, co czytam lub oglądam mnie zaskoczyło lub zaczarowało czymś. Książka nie musi być doskonała, musie mieć w sobie to coś. „Krzyk o ratunek” to coś ma. I jestem niemal pewna, że to jedna z najlepszych nowości wydawniczych, jakie trafią w moje ręce w tym roku.

Milena Kwasek
(milena.kwasek@kobieta20.pl)

Casey Watson, „Krzyk o ratunek”, Wydawnictwo Amber, Warszawa 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat