„Życie to podróż, to ocean” – recenzja

Recenzja książki „Życie to podróż, to ocean”.
Ulubiony kolor Julii Hartwig to niebieski. To barwa nieba i przestrzeni. W wywiadzie-rzece poetka opowiada o przestrzeniach swojego życia.

Artur Cieślar, który rozmawia z poetką, kieruje się w życiu ciekawą dewizą: świat zapisany i sfotografowany umiera wolniej. Jak się wydaje, rozmowa z doświadczoną i bogatą duchowo osobą, jaką jest Julia Hartwig, jest właśnie metodą na zatrzymanie tego, co przemija. Choć jednak poetka sporo opowiada o tym, co było, co przeżyła, to w żaden sposób nie jest to nudny opis przeszłości. Oboje w niewielkiej rozmiarowo książce stworzyli arcydzieło, które bije życiem i ma siłę natchnienia czytelnika do działania.

Rozmowa rozpoczyna się od młodości poetki. Choć jej matka umarła wcześnie, to dzieciństwo artystka wspomina pozytywnie. Wychowana w kochającej się rodzinie, pamięta, że nie była nadmiernie kontrolowana, pewnie dlatego, że nie sprawiała problemów. Pomysłem Artura Cieślara na rozmowę był temat podróży. Zdał sobie sprawę, że Julia Hartwig właściwie już od dzieciństwa często się przemieszczała. Jej młodość to czas przymusowego podróżowania – II wojna światowa. Potem z wyboru wyjechała do Francji, następnie podjęła wyzwanie podróży do Ameryki.

Ciekawe są właśnie wspomnienia z Ameryki, całkiem innego dla poetki świata. Julia Hartwig opowiada o swoich obawach bycia niezrozumianą. Na chwilę zamienia się w prowadzącą wywiad – dopytuje Artura Cieślara o oswajanie obcości. Takim oswajaniem obcości jest również wkraczanie w kolejne etapy życia, z początku tak nowe człowiekowi. W rozmowie poruszanych jest wiele kwestii dotyczących starzenia się, przemijania.

To tematy ciekawe dla czytelnika w każdym wieku. Poetka zauważa, że z wiekiem na pierwszy plan uczuć człowieka przedostaje się przyjaźń, której ustępuje miłość. Starsze osoby, mimo grona przyjaciół, często czują się samotne. Julia Hartwig uważa, że dopóki człowiek jest sprawny fizycznie i przebywa w gronie ludzi, to jest w tym życiu sens. Jest to spełnienie. Przekonująco stwierdza ona, że nie musimy żyć banalnie – bo bez ustanku można się uczyć od innych, a wtedy nie ma czasu na nudę. Niezwykle inspirujące są słowa Julii Hartwig, że dojrzewanie to nie czas, a doświadczenie zdobywane podczas życia. To stykanie się z nowymi rzeczami, ludźmi, wydarzeniami. To ciągłe definiowanie siebie i otoczenia, poznawanie i formułowanie opinii stymuluje człowieka do życia. Życia ciekawszego i pełniejszego. Wartościowego.

Z książki „Życie to podróż, to ocean” bije przyjemne ciepło. To ciepło zarówno mądrej i dobrej Julii Hartwig, jak i wnikliwego pisarza i reportera, Artura Cieślara. Ich rozmowa jest jedną z tych, po których czuję się zainspirowana. Z tej książki można czerpać zarówno radość, jak i dobre przykłady na życie. Wystarczy otworzyć ją na dowolnej stronie i przeczytać fragment, żeby poczuć się po prostu dobrze.

Katarzyna Kolibabska
(katarzyna.kolibabska@dlalejdis.pl)

Artur Cieślar (rozmawia z Julią Hartwig), „Życie to podróż, to ocean”, Poznań, Zysk i S-ka Wydawnictwo, 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat