Książka Jean Sasson to wzruszający, a momentami wstrząsający dokument życia w cieniu człowieka, który ponad własną rodzinę postawił sobie cel zniszczenia wrogów islamu. „Musiałam odejść” przedstawia z prostotą i szczerością proces zatracania się człowieka w nienawiści i chęci zemsty. Gdy całe życie poświęca się jednemu celowi zniszczenia i dąży się do niego z fanatycznym zapamiętaniem, to nieuniknione jest skrzywdzenie po drodze tych, którzy są (albo powinni być) nam najbliżsi.
Żona, Nadżwa
Pierwsza żona i jednocześnie kuzynka Osamy. Gdy się pobierali Nadżwa miała 15 lat. W małżeństwie doczekali się jedenaściorga dzieci. Każde z nich rodziło się w trudniejszych warunkach. Choć Osama Bin Laden był bardzo majętnym człowiekiem, to nie przewidział dla swojej rodziny życia w luksusach (oprócz Nadźwy Osama miał jeszcze trzy żony i dzieci z tych małżeństw). Ba, nawet przeciętny standard był niewskazany – wszelkie dekoracje w domu, meble łatiające życie, lodówka, a później także elektryczność jako towary napływowe z wrogiej Ameryki były w domu zakazane. Nadżwa pokornie przystawała na coraz bardziej surowe warunki męża. Ale czy w momencie, w którym Osama przeprowadził swoją rodzinę w nieprzystępne góry Tora Bora i nakazał im mieszkanie niemal w jaskiniach bez jakichkolwiek udogodnień, a dokładniej mówiąc w spartańskich warunkach, gdzie okna drzwi przysłaniały zwierzęce skóry, wodę trzeba było dowozić z pobliskiej wioski, a dookoła obozowali wojownicy Osamy, pewna granica tolerancji nie została przekroczona? Poznanie historii tej kobiety, jej oddania (mimo wszystko) i niezachwianej wiary w męża może być zarówno lekcją, jak i przestrogą dla nas wszystkich.
Syn, Omar
Czwarty syn Osamy z małżeństwa z Nadżwą. Pragnął uwagi ze strony ojca, czym niejednokrotnie narażał się na jego gniew. Nie mógł się za szeroko uśmiechać, bo pokazanie zbyt dużej liczby zębów groziło srogą karą od ojca. Tak samo jak głośny śmiech i spontaniczna dziecięca paplanina. I pragnienie posiadania choć jednej zabawki. I używanie inhalatora, który pomagał chłopcu (choremu na astmę) w oddychaniu. I jakiekolwiek, choćby najmniejsze, nieposłuszeństwo. Omarowi wolno natomiast było (tak jak i jego braciom) czytać Koran, ćwiczyć się w używaniu broni palnej i wędrować po pustyniach po osiem godzin bez choćby jednej kropli wody (tak oto ojciec ćwiczył hart ducha swoich synów). Pewnego razu, podczas takiej niebezpiecznej wyprawy w górach Tora Bora, Omar się poślizgnął i o mało co nie spadł w przepaść. Ojciec niewzruszony obserwował wysiłki syna walczącego o życie, po czym zapytany przez Omara co by zrobił, gdyby jego syn jednak spadł i skręcił sobie kark, Osama „odpowiedział z właściwą sobie beznamiętnością: Pochowałbym cię, synu.” Jednym słowem Osama konsekwentnie szkolił swoich synów na przyszłych bojowników. Poznanie historii bezbronnego dziecka, które wychowane w kulturze głębokiego szacunku dla ojca, było skazane na jego łaskę, to doświadczenie głęboko zapadające w pamięć.
Zachód już na zawsze zapamięta Osamę jako terrorystę, owładniętego wizją dżihadu. Jednak dla niektórych pozostanie mimo wszystko przede wszystkim ojcem, mężem, dziadkiem czy bratem. W książce Jean Sasson dominuje właśnie to drugie oblicze Osamy. A więc zanim osądzicie, poznajcie relację tych, którzy Osamę kochali i zostali przez niego tak okrutnie skrzywdzeni. „Musiałam odejść” można czytać na wiele różnych sposobów. Jestem przekonana, że za każdym razem, gdy się po nią sięgnie, znajdzie się nową wartość. Tak mądrej lektury życzę każdemu czytelnikowi
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Jean Sasson, Nadżwa Bin Laden, Omar Bin Laden „Musiałam odejść. Wspomnienia żony i syna Osamy Bin Ladena” Wydawnictwo Znak litera nova, Kraków 2011
Komentarze