„Życie w szkocką kratę” – recenzja

Recenzja książki „Życie w szkocką kratę”.
„Życie wbrew sobie, bez pasji i w pogoni za lepszym jutrem”

Miało być ciekawie, może trochę o związkach międzyludzkich, ale na pewno ze Szkocją w tle. I niby wszystko się zgadza, tylko pozostał mi po tej książce ogromny niedosyt i momentami żal, że z ciekawego tematu wyszła książka o dość dziwnej strukturze.

Ale po kolei. Historia Anity jest kanwą całej tej opowieści. Oto kobieta wraca do Szkocji, nawet do końca nie wiemy, po co, ale jedzie, do swojego domu, a raczej mieszkania, które właśnie remontuje. Sam remont jest konsekwencją oczekiwań młodych najemców. Jednak dość szybko okazuje się, że życie „na dwa kraje”, jakie miałoby czekać kobietę i jej męża, przestaje im odpowiadać. Zapada decyzja o sprzedaży mieszkania. Traf chce, że jedną z bliższych osób, będzie dla Anity ojciec niedoszłego najemcy. I chyba tyle mogę zdradzić, aby nie spoilerować.

To historia jakich setki, bo z jednej strony jest o kimś, kto wyemigrował, a potem zdecydował się na powrót do kraju, ale również jest o tym, jak ciężko jest się oderwać od każdej z rzeczywistości. Bo tak na dobrą sprawę i Szkocja, i Polska są dla Anity ojczyznami. I tu, i tu ma znajomych i powód, aby wracać.

Nieco gorzej jest wyłuskać te treści z… treści książki. I nie chodzi tu nawet o język, jakim jest napisana książka, ale o szereg rzeczy, które utrudniają jej zrozumienie. Po pierwsze autorka unika dzielenia tekstu na akapity. Zamysł literacki miał z pewnością jakieś uzasadnienie, jednak Anita, jako narratorka tej książki, wpada w ciągi narracyjne, a więc mówi o różnych rzeczach, czasem jest to po prostu ciąg jej myśli i wspomnień, a czasem – dowód na nową pasję, jaką staje się biologia totalna. Łatwość łączenia wątków sprawia, że czasem dopiero po kilku zdaniach czytelnik odnajduje się w określonych realiach. Przeskakiwanie pomiędzy krajami i mieszanie wątków nie jest łatwe w odbiorze.

Dodatkowo mam wrażenie, że ostatnia część tej książki, której zadaniem było podsumowanie, zamieniła się w ciąg przemyśleń bohaterki. Rozlicza się ona ze swoim życiem, tłumaczy podjęcie takich a nie innych decyzji, a jednak ciąg przemyśleń sprawia, że ma się wrażenie, że ona o tym nie informuje czytelnika, ale oczekuje od niego zrozumienia i wręcz rozgrzeszenia. Narratorka po prostu atakuje swoimi przemyśleniami i próba przystopowania, wzięcia oddechu, co normalnie ułatwia choćby nowy akapit, tu nie występuje. W samej książce początkowo narracja jest niespieszna, opisuje właściwie kolejne dni, które Anita spędza w określony sposób, a jest ich jedynie kilka. Natomiast pod koniec ta sama narracja dramatycznie przyspiesza, wręcz ślizga się po faktach, czasem ograniczając je do kilku wyrazów, aby wytłumaczyć historię i skończyć za wszelką cenę i postawić ostatnią kropkę w książce.

Szkoda, bo to mogła być ciekawa historia.

Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)

Maja Anna Kamińska, „Życie w szkocką kratę”, Wydawnictwo Novae Res, 2019 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat