„Żywa i martwa” to zbiór esejów, który pokazuje, jak szeroko i odważnie można patrzeć na współczesny świat. Zadie Smith pisze z ogromną swobodą, jak ktoś, kto naprawdę nie musi już niczego udowadniać. Skacze między tematami bez uprzedzenia – od literatury po politykę, od kultury wysokiej po popkulturę. Dla czytelnika oznacza to jedno: trzeba być czujnym. To nie jest książka, którą można czytać jednym okiem. Tu każde zdanie potrafi zatrzymać, zmusić do myślenia albo… sprawić, że na chwilę się pogubimy. I właśnie w tym tkwi jej siła, ale też największe wyzwanie.
Z jednej strony trudno nie podziwiać tej błyskotliwości i szerokości spojrzenia. Teksty są przenikliwe, często bardzo trafnie diagnozują współczesny świat – jego napięcia, chaos i niepewność. Autorka nie boi się tematów niewygodnych, pisze szczerze i bez ogródek, czasem wręcz prowokacyjnie. Potrafi poruszyć, zainspirować, a nawet zmusić do zmiany perspektywy.
Z drugiej strony – ta książka potrafi zmęczyć. Nie daje wytchnienia, nie pozwala płynąć przez tekst. Każdy esej wymaga skupienia, a natłok odniesień i myśli sprawia, że momentami można mieć wrażenie, że się za tym wszystkim nie nadąża. Ale paradoksalnie – to wcale nie jest jej wada.
„Żywa i martwa” to książka, do której będę wracać. Nie po to, żeby ją tylko przeczytać, ale żeby z nią pobyć jeszcze raz, już z innym doświadczeniem, innym spojrzeniem. Autorka nie daje gotowych odpowiedzi, raczej zadaje pytania – czasem niewygodne, czasem trudne, ale potrzebne. O to, co dziś naprawdę ma znaczenie. O to, jakie historie warto opowiadać. I o to, jaką rolę sami w tym wszystkim odgrywamy.
To nie jest książka dla każdego i na pewno nie na każdy moment życia. Bywa wymagająca, chwilami przytłaczająca, ale jednocześnie bardzo inspirująca. Jeśli ktoś szuka w literaturze czegoś więcej niż tylko rozrywki – znajdzie tu naprawdę dużo. I nawet jeśli momentami ma się ochotę zrobić przerwę, to jednak coś ciągnie, żeby wrócić do lektury.
Dominika Poroszewska
Zadie Smith, „Żywa i martwa”, Wydawnictwo Znak, 2026.
Komentarze