„Żywi i umarli w Winsford” - recenzja

Recenzja książki „Żywi i umarli w Winsford”.
Piękne opisy wrzosowisk, tajemnicza aura, małe miasteczko w Anglii i ona. A wraz z nią tajemnica zniknięcia szwedzkiego profesora literaturoznawstwa.

W listopadowy dzień przybywa do Darne Lodge Maria Holinek – znana szwedzka prezenterka telewizyjna. Zamieszkuje w małym domu oddalonym od pobliskiego miasteczka. Towarzyszy jej tylko wierny towarzysz podróży – pies Castor.

Tłem do opisywanej przez autora historii są wrzosowiska - zachwycające swoją tajemniczą aurą i dzikością. Czasem można na nich spotkać stada dzikich koni. Jeśli chodzi o opisy przyrody i natury są niewątpliwą zaletą tego kryminału. Tak, bo piękno przyrody jest w sąsiedztwie pojawiającej się historii tajemniczego morderstwa. Maria Holinek ucieka od dotychczasowego życia w Szwecji do Anglii, gdzie zostaje pisarką Marią Anders. Ustala codzienny plan dnia i próbuje znaleźć odpowiedź na pytania, które dręczyły ją przez całe życie. Analizuje co robić dalej po tym, jak podczas spaceru na polskiej plaży zamknęła swojego męża w poniemieckim bunkrze. Tym bardziej, że w trakcie pobytu poznaje innego samotnika z bagażem doświadczeń życiowych – Marka, miejscowego wdowca.

Kryminał tego szwedzkiego autora jest bardzo dobrze napisany. Dopiero na ostatnich stronach dowiadujemy się, o co chodzi w tej całej historii. Intryga, morderstwo, poznanie prawdy o sobie i tajemniczość angielskiej przyrody. To proponuje nam autor na wrześniowe wieczory.

Lidia Brzezicka
(lidia.brzezicka@dlalejdis.pl)

Hakan Nesser, „Żywi i umarli w Winsford”, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat