Detektyw Cane prowadzi śledztwo w sprawie brutalnych zabójstw kobiet. Policjant stara się ze wszystkich sił rozwikłać zagadkę, trafia jednak do punktu, w którym wszystkie tropy prowadzą donikąd. Dopiero po porwaniu Jona Bellyea, 5-letniego chłopca, rozpoczyna się kolejna rozgrywka z przestępcą. Nowy York jest skryty w cieniu rozgrywki pomiędzy zabójcą a detektywem. Bohaterowie są podzieleni na dobrych i złych i nie mamy wątpliwości, kto jest kim w tym starciu. Sam morderca również. Tu nie ma dyskusji, kto powinien zostać ukarany w tym świecie. Tłem dla brutalnych morderstw są porachunki w narkotykowym gangu. Vendetta nie pozwala spać i okazuje się jednym sposobem na ukojenie. Detektyw Cane musi żyć w tym podzielonym świecie i próbować rozszyfrować kto jest wrogiem, a kto przyjacielem.
Mariusz Leszczyński prowadzi rozgrywkę w iście filmowym stylu. „Bez litości i przebaczenia” ma cechy dreszczowca, dramatu i powieści obyczajowej. Wszystko przedstawione w telegraficznym skrócie, bo sama akcja i jej zwroty przemykają podczas czytania. Jest to wdzięczny materiał na film, a książka jest po prostu poczytna. Nie wciska w fotel jak „Zwierz”, ale również pozwala na szukanie sprawcy, tylko w innym stylu. Już sama zapowiedź, niczym cytat z Paulo Coelho, wiele tłumaczy: „Zemsta jest rozkoszą bogów, sprawiedliwość jest ułudą, zapłatą jest śmierć”. Mariusz Leszczyński nie omija wulgaryzmów, ma być szybko, soczyście, czasem przewidywalnie, chwilami strasznie, ale w sumie przyjemnie. Nie brakuje również zmasakrowanych ciał, krwi i ohydy związanej z morderstwami. Oprócz gonitwy jest także zarys; poczucie, że ważne jest także poszukiwanie czegoś ponad. Próba odnalezienia sensu życia jednego z bohaterów to pokazanie czegoś więcej. To szybka przygoda bez litości i przebaczenia. W wydaniu czarno-białym.
Sylwia Wasin
(sylwia.wasin@dlalejdis.pl)
Mariusz Leszczyński, „Bez litości i przebaczenia”, Novae Res, Gdynia, 2019.
Komentarze