„Chłopcy Jo” - recenzja

Recenzja książki „Chłopcy Jo”.
To już ostatnie spotkanie z rodziną March, jej przyjaciółmi oraz wychowankami. Czy Louisa May Alcott należycie pożegnała Plumfield i jego mieszkańców?

Sagi rodzinne oraz serie wydawnicze składające się z kilku tomów (bez względu na gatunek) mają jedną wspólną cechę. Czytelnicy przywiązują się do swoich ulubionych bohaterów i łakną ich nowych przygód. Ten apetyt odbiorców był głównym powodem dla Louisy May Alcott, by napisać kontynuację „Małych mężczyzn”.

Od wydarzeń z książki „Mali mężczyźni” minęło już sporo czasu, bo aż dziesięć lat. Chłopcy dorośli i stali się młodymi dżentelmenami, a trzpiotowate dziewczęta przeobraziły się w ciekawe życia kobiety. Każdy z bohaterów podążył za swoimi marzeniami. Dan postanowił sprawdzić się w roli hodowcy owiec w Australii. Nat postawił na rozwój talentu muzycznego w konserwatorium, a Demi uparcie dąży do zdobycia doświadczenia w dziennikarskim fachu. Niektórzy skierowali swoje kroki w stronę medycyny, inni wybrali prawo lub handel. Łączy ich jedno. Sentyment i przywiązanie do Plumfield, a właściwie do małżeństwa Bhaer.

Studia, pierwsze miłosne zauroczenia, złamane serca, problemy w pracy – to wszystko czeka na naszych bohaterów w dorosłym życiu. Jo i Fritz nadal czują odpowiedzialność za swoich wychowanków. Zawsze służą pomocną dłonią i rodzicielską radą. Cudownie, że Jo w końcu przypomniała sobie o swojej pisarskiej pasji, bo ten aspekt był bardzo ważnym elementem jej wielobarwnego charakteru. Szkoda tylko, że jedyna pełnokrwista, kobieca postać, oprócz Jo, została potraktowana w ostatniej części po macoszemu. Autorka zdecydowanie zbyt mało uwagi poświęciła  postaci Nan. Ta krnąbrna dziewczyna zapowiadała się niezwykle ciekawie i szkoda, że jej potencjał nie został wykorzystany.

Całość książki, jak już zdążyliśmy się przyzwyczaić przy wcześniejszych częściach, utrzymana jest w moralizatorskim tonie. Tutaj jednak proporcje zostały odrobinę zachwiane i zaczęło mi to przeszkadzać, a chwilami nawet irytować. „Chłopcy Jo” są dla mnie najsłabszą częścią z całej serii, więc chyba dobrze, że to już koniec. Widocznie potencjał rodziny March już się wyczerpał. Z czystym sumieniem mogę jednak polecić cały cykl o mieszkańcach Plumfield. Do „Małych kobietek” mam ogromny sentyment i na pewno jeszcze do nich wrócę. Tymczasem cała seria, tak pięknie zresztą wydana przez Wydawnictwo MG, będzie prawdziwą ozdobą mojej czytelniczej półki.

Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)

Louisa May Alcott, „Chłopcy Jo” , Kraków, Wydawnictwo MG, 2020



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat