„Co się działo na uczelni” autorstwa Janiny Danuty Łaniec to wciągająca, pełna absurdów i dobrego humoru opowieść o środowisku szkoły wyższej, w której wielkimi krokami zbliża się głosowanie na nowego zwierzchnika placówki edukacyjnej. O nudzie w związku z tym wydarzeniem – nie ma mowy! Autorka w niezwykle barwny sposób opisuje bowiem poszczególnych bohaterów, mnoży ciekawe zwroty akcji, bawi czytelnika i trzyma w napięciu. Kolorytu książce dodaje bez wątpienia przerysowanie całej sytuacji, dzięki czemu wydarzenia na uczelni stają się jeszcze bardziej interesujące i wyraziste.
Jednym z głównych bohaterów jest sprawujący funkcję dziekana od dwóch kadencji: Jan Kulomiot. Rządzi on podległą sobie placówką edukacyjną twardą ręką, kocha władzę i ma aspirację, aby trzeci raz z rzędu zostać dziekanem, a także kierownikiem Instytutu. Posiada charakterystyczny wygląd, zachowania, wymaga bezwzględnego posłuchu, lojalności i gloryfikacji własnej osoby. „Jednym z przejawów szczególnego szacunku miało być uroczyste witanie poprzez wstawanie i to za każdym razem, gdy szef wchodził na zebranie zespołu”. „O tym, że szef nie lubił swoich rąk obciążać i niczego w nich nie nosi, wiedzieli wszyscy. Uważał, że na uczelni jest kimś ważnym, i stosownie do tego się zachowywał. Jedyne, co nosił, bo musiał, to swój wielki, sterczący nad paskiem brzuch”. Dzięki swoim poplecznikom, nieustannej agitacji i posiadaniu „haków” na niewygodnych rywali, czuje się pewien zwycięstwa. Niektórzy wprawdzie buntują się przeciw jego zarządzeniom: „nie będę klaskał bez powodu! Takich bzdur się nie oklaskuje! Moje ręce służą do celów wyższych, nawet takich jak moje plecy, które muszę w tej chwili podrapać!”, ale i tak w końcu zawsze ulegają żelaznej woli Jana Kulomiota. Podstawową myślą, którą kierował się w życiu wszechwładny dziekan było następujące przekonanie: „układy między ludźmi nie są trwałe. Stanowią twór społeczny bardzo cenny, ale kapryśny i należy je stale podkarmiać, a tryby układu naoliwiać. Bywają wrażliwe jak mimoza i zmienne jak aura przedwiośnia, zwłaszcza przed wyborami. Trzeba stale pamiętać, że kto nie jest z nami, jest przeciwko nam”.
W książce ważnymi bohaterami są: asystent dziekana i jego prawa ręka: Darek, próbująca uszczęśliwiać wszystkich wokoło swoimi przekonaniami: pani docent Józefa Lipka, sprytna studentka Zuzia, doktorant Michał, piszący donosy profesor Kraska, który po wyborach będzie czarował kuracjuszki sanatorium: „Świt”, zdradzana żona dziekana, szatniarka Wikcia, pewna ponętna blondynka, student – narkoman, którego poproszono o zdobycie niezwykle ważnej teczki i kilkoro innych, powiązanych z uczelnią postaci.
Kto wygra wybory i zostanie obsadzony na najważniejszym stanowisku szkoły? Kto zyska po wyborach, a kto w nowej rzeczywistości dużo straci? Czy Zuzi uda się uwieść młodego docenta? Czy romans dziekanowi ujdzie na sucho? Czy można znaleźć miłość przy śmietniku? Wszystkie odpowiedzi w lekturze.
Po przeczytaniu utworu pani Janiny Danuty Łaniec nie ma wątpliwości, że na opisywanej przez nią uczelni naprawdę wiele się działo. Książkę wydawnictwa Novae Res czyta się bowiem jednym tchem. Z ogromnym uśmiechem na twarzy. Serdecznie ją wszystkim polecam. Szczególnie studentom, absolwentom szkół wyższych i pracownikom placówek edukacyjnych. Tym bardziej, że arcyciekawych wątków w niej nie brakuje. Szkoda więc tę książkę przegapić.
Iwona Trojan
(iwona.trojan@dlalejdis.pl)
Janina Danuta Łaniec: „Co się działo na uczelni”, Gdynia, wydawnictwo Novae Res, 2016
Komentarze