„Czołem, nie ma hien. Wietnam, jakiego nie znacie” to pozycja dla lubiących poszerzać swoje horyzonty, miłośników podróży, przygód, historii i ludzi ciekawych tego, jak żyje się obecnie w socjalistycznej i zróżnicowanej republice, która tak wiele w XX wieku przeszła. Dzięki Andrzejowi Mellerowi możemy przyjrzeć się codzienności mieszkańców kraju ze stolicą w Hanoi, eksplorować razem z autorem ciekawe i urokliwe zakątki Wietnamu, dowiedzieć się, co przyciągnęło go na dłużej w ten rejon Azji i poznać lepiej to leżące na Półwyspie Indochińskim państwo. Plusem publikacji jest to, że nie napisał jej żądny wrażeń przypadkowy turysta, ale doświadczony reportażysta i zmyślny obserwator, który przemierzył Wietnam wzdłuż i wszerz, bo tak podpowiadało mu serce.
Długo by opisywać, gdzie przebywał pan Meller, co widział, jaki współcześnie jest ten kraj i jego mieszkańcy. Aby się tego dowiedzieć, trzeba po prostu sięgnąć po lekturę. „Czołem, nie ma hien. Wietnam, jakiego nie znacie” odkrywa przed czytelnikami różnorodność, unikalność, piękno, tradycje i typowość tego kraju. Nie brakuje w publikacji odniesień do historii, religii, zwyczajów, kuchni i obyczajowości tego azjatyckiego tygrysa. Czytając, nie sposób nie zauważyć typowo męskiego pierwiastka w opisywaniu oglądanej rzeczywistości, soczystego, bezpośredniego języka i charakterystycznego męskiego „luzu” w kreowaniu wypowiedzi literackiej, czego przykładem jest już sam tytuł. Zaletą książki oprócz mnóstwa ciekawych informacji i ciekawostek o Wietnamie są też wkładki ilustracyjne, które przenoszą czytelnika do Azji.
Osobiście bardzo zainteresowały mnie wątki polskie w: „Czołem, nie ma hien”, a zwłaszcza postać mało znanego i niedocenianego nad Wisłą, zasłużonego architekta i konserwatora zabytków: Kazimierza Kwiatkowskiego. Ten miłośnik kultury wietnamskiej, 16 lat życia poświęcił temu krajowi i wraz z współpracownikami przyczynił się do przywrócenia świetności miasta Hoi An, dzięki czemu wpisano je na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
„Objechaliśmy kraj wzdłuż i wszerz. Odwiedziliśmy dziesiątki muzeów i świątyń; byliśmy świadkami festiwali, świąt religijnych i państwowych, poznaliśmy wielu ciekawych ludzi. Przez trzy lata jedliśmy pyszności, żyliśmy na najczęściej słonecznej plaży” – pisze autor. Opisywany przez Mellera Wietnam ma jednak różne oblicza. Nie brak więc w książce i mniej kolorowych aspektów życia w tym kraju. Plusem utworu jest to, że Andrzej Meller, choć zauroczony Wietnamem, za bardzo go nie lukruje. Nie zapomina bowiem ani na moment o bolesnych ranach zadanych temu krajowi przez konflikty zbrojne, trudnych warunkach pogodowych, nagminnym łamaniu praw człowieka ani ciężkiej sytuacji bytowej przeciętnych Wietnamczyków. „Czołem, nie ma hien” – to pochwała Wietnamu i wyraz podziwu dla jego mieszkańców, którzy mimo niesprzyjających warunków polityczno-historyczno-losowych kochają swój kraj i ciężko pracują na jego rozwój. Zanim sięgnęłam po lekturę, nie przypuszczałam, że tyle pięknych i fascynujących miejsc pod względem krajobrazowym jest w Wietnamie. Jak gdyby Natura choć w małej części chciała wynagrodzić Wietnamczykom okropności i krzywdy, które wyrządza przez wieki jeden człowiek drugiemu człowiekowi.
„Czołem, nie ma hien” - to literacka, polskojęzyczna „brama” do Wietnamu. Nie mam wątpliwości, że warto ją przekroczyć. Zaprasza do tego chociażby przepiękna okładka publikacji. A w środku jest jeszcze ciekawiej.
Iwona Trojan
(iwona.trojan@dlalejdis.pl)
Andrzej Meller: „Czołem, nie ma hien. Wietnam, jakiego nie znacie”, Kraków, wydawnictwo Znak, 2016
Komentarze