„Dzień, w którym kredki miały dość” – recenzja

Recenzja książki „Dzień, w którym kredki miały dość”.
Co stałoby się, gdyby pewnego dnia nasze kredki… postanowiły zastrajkować? Znudzone, przemęczone, niedocenione – po prostu odmówiły dalszego kolorowania?

Na to pytanie z humorem i psychologiczną przenikliwością odpowiada bestsellerowa książka „Dzień, w którym kredki miały dość” autorstwa Drew Daywalta, z ilustracjami Olivera Jeffersa. Choć adresowana głównie do młodszych czytelników, to lektura, która z powodzeniem trafia także do dorosłych.

Głównym bohaterem książki jest chłopiec o imieniu Dominik – dziecko z głową pełną pomysłów i sercem do rysowania. Pewnego dnia, zamiast jednak sięgnąć po swoje kredki, znajduje kopertę z listami. Każda wiadomość pochodzi od innej kredki, która postanowiła wyrazić swoje frustracje, żale i potrzeby. Ten zaskakujący zabieg narracyjny zamienia zwykłe przybory szkolne w pełnokrwiste postacie –  z własną osobowością i stylem wypowiedzi.

Czerwona kredka czuje się przemęczona, bo bez przerwy musi rysować wozy strażackie, serca i jabłka. Czarna marzy, by wreszcie przestać być jedynie konturem. Żółta i pomarańczowa toczą spór o to, która z nich jest prawdziwym kolorem słońca. Beżowa narzeka na brak tożsamości – wiecznie pomijana, znudzona, rysująca tylko tosty i cieliste postacie. Te z pozoru zabawne konflikty są w istocie metaforą ludzkich emocji, potrzeb i relacji – pokazują, jak łatwo kogoś zignorować, nawet jeśli korzystamy z jego obecności każdego dnia.

Książka Daywalta, choć lekka i pełna humoru, porusza ważne tematy psychologiczne. To opowieść o potrzebie zauważenia i uznania, o tym, jak ważna jest różnorodność i równość, a także kreatywność i empatia. Każda kredka reprezentuje inną emocję, inny sposób widzenia świata, a to sprawia, że młodzi czytelnicy z łatwością mogą się z nimi utożsamić.

Dominik staje się tu nie tylko odbiorcą, ale też aktywnym uczestnikiem procesu zrozumienia – uczy się słuchać i wyciągać wnioski. Rozwiązanie konfliktu między kredkami to piękny przykład twórczego kompromisu i myślenia poza schematami.

Ogromną siłą tej książki są ilustracje Olivera Jeffersa – stylizowane na dziecięce rysunki, pełne życia, emocji i luzu. Każdy list ma inny „charakter pisma”, który odpowiada emocjom i osobowości konkretnej kredki, co wprowadza element wizualnej autentyczności i dodatkowej narracji. Jeffers, znany z niezwykłego wyczucia wizualnej opowieści, nadaje książce niepowtarzalny klimat.

„Dzień, w którym kredki miały dość” to książka, która śmieje się razem z dzieckiem i mruga porozumiewawczo do dorosłego. Humor działa tu na wielu poziomach – dzieci rozbawią kaprysy kredek, dorośli uśmiechną się, widząc w nich metaforę wypalonych pracowników czy niedocenianych współpracowników. To opowieść, która jednocześnie bawi i skłania do refleksji – bez moralizatorstwa, z ogromną lekkością i pomysłowością.

To znakomity przykład literatury dziecięcej, która nie boi się poruszać poważnych tematów. To książka o głosie – głosie emocji, indywidualności i potrzeb, które często pomijamy. Uczy uważności, empatii i doceniania różnorodności – nie tylko w piórniku, ale przede wszystkim w życiu.

Polecam ją nie tylko Rodzicom i Nauczycielom, ale każdemu, kto szuka wartościowej książki z przesłaniem. Bo kto wie – może Wasze kredki też mają coś do powiedzenia?

Joanna Sieg-Ulanowicz
(joanna.sieg-ulanowicz@dlalejdis.pl)

Drew Daywalt, Oliver Jeffers, „Dzień, w którym kredki miały dość”, Wydawnictwo Kropka, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat