„Dziewczyna o siedmiu imionach” – recenzja

Recenzja książki „Dziewczyna o siedmiu imionach”.
Ucieczka z Korei Północnej, odkrywanie swojej tożsamości i miejsca w świecie, próba przewiezienia rodziny do Korei Południowej, Hyeonseo Lee nie ma w życiu łatwo. A jednak w imię wolności – ryzykuje.

Hyeonseo Lee urodziła się w Korei Północnej. W kraju, gdzie do najważniejszych obowiązków każdego obywatela należy wierność reżimowi oraz dbanie o wiszące na ścianach mieszkań portrety północnokoreańskich przywódców. Autorka książki, która jest rodzajem pamiętnika i autobiografii, mieszkała przy granicy  z Chinami, co zapewniało jej rodzinie dobre warunki materialne, dzięki handlowi z dużym sąsiadem oraz dawało dostęp do wielu towarów. Klęska głodu w ojczyźnie Hyeonseo Lee sprawia, że do dziewczyny zaczyna docierać, że Korea Północna nie jest takim idealnym państwem, na jakie się kreuje. Tuż przed osiągnięciem pełnoletności młoda bohaterka udaje się z „nielegalną” wizytą do Chin, by odwiedzić krewnych. Jej nieobecność zostaje jednak zauważona przez władze. By nie narazić się totalitarnemu reżimowi, Hyeonseo Lee musi pozostać za granicą. Tak zaczyna się jej wieloletnia rozłąka z rodziną i ostateczne pożegnanie z domem w Korei Północnej. Przymusowa emigracja sprawia, że dziewczyna bardzo szybko dorasta i bierze za siebie odpowiedzialność. Czekają ją problemy ze znalezieniem pracy, tęsknota za matką i bratem, próby swatania ze strony zamieszkujących Chiny krewnych, problemy z własną tożsamością, zawirowania uczuciowe, cały czas grozi jej też niebezpieczeństwo rozpoznania i deportacji do kraju, w którym mogłaby zostać wtrącona do więzienia, poddana torturom lub skazana na śmierć w publicznej egzekucji.

Hyeonseo stara się ułożyć sobie życie w zupełnie nowej rzeczywistości, zdobyć dobrze płatną pracę, zasymilować się, stać się obywatelką demokratycznego świata. Nie jest to łatwe. Paradoks bycia obywatelem państwa ze stolicą w Pjongjangu polega bowiem na tym, że: „nawet ci, którzy cierpieli w Korei Północnej niewysłowione męki i uciekli z prawdziwego piekła na ziemi, bardzo często nie potrafią odnaleźć się w wolnym świecie i nie wiedzą, jak znaleźć w nim szczęście”. „Nadal kocham swój kraj i bardzo za nim tęsknię. Brakuje mi ośnieżonych szczytów górskich zimą, zapachu nafty i węgla. Brakuje mi czasów dzieciństwa, bezpieczeństwa w ramionach ojca i spania na ogrzewanej podłodze”. „Bardzo chciałabym pozbyć się wpojonej głęboko tożsamości północnokoreańskiej, zetrzeć z siebie piętno, jakie odcisnął na mnie ten kraj. Niestety nie mogę. Nie potrafię stwierdzić tego z całą pewnością, lecz podejrzewam, że to przez szczęśliwe dzieciństwo”.

Przedsięwzięciem, któremu bohaterka postanawia poświecić całą swoją energię i posiadane fundusze jest uzyskanie obywatelstwa Korei Południowej oraz sprowadzenie tam swojej matki i brata. Rozpoczyna się szalona i pełna niebezpieczeństw podróż trojga bohaterów po azyl w ambasadzie południowokoreańskiej, zjednoczenie rozłączonej  rodziny i szczęście.

„Dziewczyna o siedmiu imionach” porusza. Oparta jest bowiem tylko i wyłącznie na faktach. Pozwala zajrzeć prosto do środka silnie strzeżonego przed zewnętrznym światem reżimu i jest bezcennym źródłem informacji o życiu w Korei Północnej. Sprawia, że człowiek automatycznie solidaryzuje się z głównymi bohaterami i zaczyna doceniać ustrój, w którym przyszedł na świat. Ustrój nieidealny i pozostawiający wiele do życzenia, ale w porównaniu z państwem, w którym indywidualizm i pragnienie wolności jest przestępstwem, jakże proobywatelski i pozwalający na tak wiele.

Iwona Trojan
(iwona.trojan@dlalejdis.pl)

Hyeonseo Lee, David John: „Dziewczyna o siedmiu imionach”, Warszawa, Prószyński i S-ka, 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat