Joanna Szulc to dziennikarka, redaktorka i psycholożka z wykształceniem socjologicznym, która od lat zajmuje się tematyką relacji i wychowania. W „Kochaj i pozwól na bunt” staje się przewodniczką po krainie nastoletnich emocji – nie z pozycji autorytetu, lecz towarzyszki drogi. To książka, która nie uczy jak wychowywać, ale jak być z dzieckiem w jego świecie.
Już sam tytuł niesie w sobie pewien paradoks i mądrość: kochać i pozwalać na bunt – jakby mówił: „Trzymaj mocno, ale nie przywiązuj”. Książka jest jak nurt rzeki, która raz płynie łagodnie, raz przybiera na sile – tak jak życie z nastolatkiem. Szulc przypomina: „Młodzi ludzie odczuwają presję i wiedzą, że to ich niszczy”. Woda w tej metaforze to emocja, rodzic to łódź, a bunt – fala, która może ponieść lub zatopić.
Autorka nie obiecuje gotowych recept. Pisze z pokorą: „Ważny jest nie tylko sam moment, kiedy coś się popsuło, ale i to, co to właściwie dla nas znaczy”. To zaproszenie do refleksji – by w konflikcie zobaczyć nie porażkę, lecz początek nowego języka między nami a dzieckiem. Książka prowadzi przez labirynt codziennych pytań: jak rozmawiać, żeby się nie zranić, jak wspierać, nie tracąc siebie.
Szulc operuje obrazami: nastolatek to statek wychodzący z portu, rodzic to latarnia – czasem świecąca jasno, czasem gasnąca we mgle. W jednym z najbardziej poruszających fragmentów pisze: „Smutek widać na zewnątrz, w środku jest złość. Złość, która nie jest wyrażana, zaczyna być kierowana na siebie”. To zdanie jest jak ciche ostrzeżenie: bunt nie zawsze krzyczy – czasem milczy, czekając, aż ktoś je dostrzeże.
Język Szulc jest czuły, ale i rzeczowy. Łączy poetycką wrażliwość z wiedzą psychologiczną, a każdy rozdział brzmi jak rozmowa, nie wykład. To swego rodzaju poradnik lustro. Autorka mówi szczerze o błędach, o bezsilności i o miłości, która dojrzewa wraz z dzieckiem. „Mam nadzieję, że czytając to, poczujecie, że mgła się rozsnuwa, a w oddali widać także innych dryfujących podróżników” – pisze. I rzeczywiście, w jej słowach jest spokój, jakiego potrzebuje każdy rodzic w sztormie dorastania. To książka o zaufaniu. Szulc przypomina: „Nastolatki potrzebują, żebyśmy ufali, że sobie poradzą”. To jak oddanie steru młodemu kapitanowi – nie po to, by odpłynął, lecz by nauczył się wracać. Niektórzy mogą uznać brak konkretnych instrukcji za słabość – nie znajdziemy tu listy „dziesięciu zasad skutecznego wychowania”. Ale w tym właśnie tkwi siła książki: w zrozumieniu, że każde dziecko to inna rzeka, a każda relacja płynie swoim nurtem.
„Kochaj i pozwól na bunt” to lektura dla rodziców, którzy czasem czują, że ich łódź trzeszczy w szwach, a mimo to nie chcą porzucać steru. Dla nauczycieli i wychowawców, którzy pragną rozumieć, zanim osądzą. Dla każdego, kto pamięta, że dojrzewanie nie kończy się na metryce, że i my, dorośli, wciąż uczymy się odpuszczać, ufać, kochać bez lęku.
Joanna Szulc stworzyła książkę kompas – nie po to, by wskazywać drogę, ale by przypominać, że kierunek wyznacza miłość. „Kochaj i pozwól na bunt” to opowieść o tym, że dorastanie jest jak morze: bywa niespokojne, ale bez niego nie ma horyzontu. Polecam każdemu rodzicowi.
Joanna Sieg-Ulanowicz
Joanna Szulc, „Kochaj i pozwól na bunt. Jak towarzyszyć nastolatkom w dorastaniu”, Wydawnictwo Agora, 2025.
Komentarze