Maja Opiłka na początku tego roku zadebiutowała „Czarnym żałobnikiem”, powieścią, która była naprawdę dobra i moje oczekiwania do kolejnej książki autorki były dość wysokie. W oczekiwaniu na kontynuację losów komisarza Krugera i Ostrej dostaliśmy niezależną od serii powieść „Kuglarz”. Tytułowy Kuglarz, skazany za zabójstwo dzieci z lat dziewięćdziesiątych, odsiaduje wyrok, jednak gdy zbliża się czas w którym może się ubiegać o przedterminowe skrócenie kary, ktoś dokonuje kolejnych morderstw, wzorując się na zbrodniach sprzed trzech dekad.
Komisarz Artur Wrona próbując połączyć obecne wydarzenia ze zbrodniami sprzed lat , szybko orientuje się, że utknął w labiryncie bez wyjścia, a duchy poprzedniego śledztwa okazują się coraz bardziej upiorne. Nieliczne poszlaki doprowadzają go do Kingi Wrońskiej, adwokatki, która zbawiona informacjami na temat śmierci ojca, zgadza się bronić Karbownika, mimo tego, że intuicja podpowiada jej, że tym samym wdeptuje w niezłe szambo.
Autorka nie poszła na łatwiznę i nie zdecydowała się wywoływać emocji czytelników poprzez makabryczne szczegóły zabójstw dzieci. Zamiast tego fabuła skupia się na naprawdę skomplikowanym, wielowątkowym śledztwie, podczas którego komisarz Wrona odkryje znacznie więcej zła niż mógłby się spodziewać. „Kuglarz” to prawdziwa uczta dla miłośnika kryminałów i thrillerów. Mnogość poszlak i brak jednoznacznych odpowiedzi zmusza umysł do pracy na najwyższych obrotach, a lektura sama w sobie jest niezwykłą przyjemnością.
Książek na poziomie Mai Opiłki zdecydowanie brakowało mi na naszym rodzimym rynku wydawniczym i jej druga powieść tylko potwierdza to, że autorka ma naprawdę niebywały talent. Nie brakuje jej także świetnych pomysłów czy zdolności tworzenia pełnowymiarowych bohaterów, dzięki którym fabuła staje się jeszcze ciekawsza. Mimo tego, że „Kuglarz” liczy sobie sporą ilość stron, to nawet przez chwilę nie nudziłam się podczas lektury. Bardzo nie lubię zapychaczy stron, czyli nagminnych rozciągniętych opisów czy wątków pobocznych, które wprowadzają chaos do fabuły, zwłaszcza w thrillerach. Na szczęście u Opiłki nie trzeba się o to martwić. Od pierwszej do ostatniej strony książki dostajemy tekst, który trzyma w napięciu i trzyma poziom.
„Kuglarz” to powieść wielowymiarowa, bo prócz wciągającego śledztwa otrzymujemy też powieść o tym, że nie da uciec się od przeszłości, o wadze miłości czy też krzywdy jaką sprawia jej brak, czy o kruchości ludzkiej psychiki. To zdecydowanie książka, która zaskakuje, składania do przemyśleń i po prostu zapada w pamięć. Opiłka po raz drugi pokazała, że umie pisać pełne napięcia historie, które bez dosłownie opisanych makabrycznych, okrutnych scen, potrafią naprawdę wciągnąć.
Debiut autorki przypał mi do gustu nieco bardziej niż „Kuglarz”, ze względu na nieco większą sympatię do głównych bohaterów, jest to już jednak rzecz mocno subiektywna. Jedno jest jednak pewne, sięgając po książki Mai Opiłki na pewno się nie rozczarujecie.
Joanna Adamski
(joanna.adamski@dlalejdis.pl)
Maja Opiłka, „Kuglarz”, Wydawnictwo Initum, Kraków, 2024
Komentarze