Trudno oprzeć się uroczemu pyszczkowi i spojrzeniu kota, który zerka na nas z okładki powieści Anity Scharmach pt. „Miłość na gigancie”. Nic więc dziwnego, że 28-letnia bohaterka utworu przygarnęła do mieszkania, które wynajmuje, takiego zbłąkanego zwierzaka, uznając go za towarzysza życia. Maniek dotrzymuje towarzystwa ciągle spóźniającej się do pracy młodej księgowej i słynie w okolicy miejsca zamieszkania Magdy z tego, że raz po raz ucieka swojej pani, a ta wytrwale go szuka. O perypetiach sympatycznej opiekunki Mańka czyta się szybko i z zainteresowaniem. Sporo bowiem w książce się dzieje. Od problemów zawodowych, przez przymusowe szukanie nowego lokum, po zawirowania uczuciowe. Życie nie szczędzi bowiem bohaterce różnych niespodziewanych zdarzeń i kłód pod nogami. „- Pani Magdo, mam tu wypowiedzenie umowy – wypalił właściciel na jednym tchu. Zatkało mnie. Właśnie zaczynało mi się układać. Miałam swoje cztery kąty, pracę, kota, dla którego kupiłam nową siatkę zabezpieczającą na balkon… A tu taka informacja!”. Na szczęście znajdują się też osoby, które gotowe są podnosić Magdę na duchu, a nawet pomagać w kłopotach i przeszukiwać miasto w poszukiwaniu jej kota-włóczęgi.
„Miłość na gigancie” to wciągająca, zabawna, rozbrajająca i urokliwa opowieść o singielce, która z niecierpliwością wyczekuje poznania swojej drugiej połówki. To także utwór przypominający o tym, że warto dobrze przyjrzeć się swoim sąsiadom, bo może akurat wśród nich odnajdziemy swoją bratnią duszę albo kogoś, komu możemy pomóc. Publikacja wydawnictwa Prószyński i S-ka zwraca również uwagę na to, że czasem człowiek szuka miłości gdzieś daleko, a ona może czaić się tuż za rogiem, tam, gdzie tego się zupełnie nie spodziewamy.
Bohaterkę poznajemy dzięki pierwszoosobowej narracji. Magda zwierza się czytelnikom ze swoich radości, smutków, dylematów, opowiada o tym, co jej się przydarza, bawi i spędza sen z powiek. Atutem książki, oprócz godnej uwagi treści, jest kieszonkowy format utworu, dzięki któremu włożenie tej powieści, nawet do wypchanej różnymi przedmiotami torebki, nie powinno stanowić problemu.
„Miłość na gigancie” to przyjemna, ciekawa i pełna ciepła lektura, dzięki której wolny wieczór miłośniczek kotów i lekkiej literatury obyczajowej, może zostać z sukcesem uatrakcyjniony i ubarwiony. Wymyślona przez Anitę Scharmach historia pozwala miło spędzić czas i zatracić się w świecie, w którym humoru, refleksji, emocji ani zaskakujących zwrotów akcji, nie brakuje. Polecam.
Iwona Trojan
(iwona.trojan@dlalejdis.pl)
Anita Scharmach: „Miłość na gigancie”, wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2019
Komentarze