Powieść Mariana Piegzy skupia się wokół koligacji rodzinnych Albiny Schmeiduch – nietuzinkowej mieszkanki Górnego Śląska, której losy autor bardzo szczegółowo przedstawia czytelnikom swojego utworu. Książka podzielona jest na trzy części. Na początku poznajemy biografię Albiny, następnie życie jej córki Lidii i wnuka Piotra. Utwór wypełniony jest jednak mnóstwem innych postaci. Od ich ilości może rozboleć głowa! Bohaterów jest tak dużo, że niezwykle trudno jest spamiętać, kto jest kim, czyim jest dzieckiem, co mu się przydarzyło - i się w tym wszystkim nie pogubić. Lekturę powieści ułatwiłoby z pewnością umieszczenie drzewa genealogicznego głównej bohaterki. Jego brak jest bowiem bardzo odczuwalny. Nagromadzenie coraz to nowych osób, przybliżanie ich przeżyć i doświadczeń, sprawia, że już w drugiej części ma się, moim zdaniem, lekki mętlik w głowie, próbując przypomnieć sobie o kim się czyta. Zwłaszcza, gdy przerywa się czytanie, odstawi publikację na dzień, dwa, a potem do niej wraca. Przydałby się też słowniczek gwary śląskiej. Nie każdy przecież rozumie tradycyjny język Ślązaków.
Plusem powieści jest wspaniale odmalowane tło historyczne. Nie rekompensuje ono jednak całkowicie nudy, którą odczuwałam, zagłębiając się w kolejne strony „Odnalezionego portretu”. Przykro pisać, ale książka Mariana Piegzy mnie nie zachwyciła ani nie wciągnęła. Po obiecującej pierwszej części, nie ma bowiem w niej treści, która by nie pozwalała oderwać się od lektury. Dawno nie czytałam publikacji, która byłaby tak mało ekscytująca, a tak wielce nużąca i ciężka w odbiorze. Szkoda, że autor nie skrócił swojego wytworu pióra o połowę. Książka zyskałaby wtedy więcej „życia”.
Kto lubi refleksyjne powieści historyczno-obyczajowe i ma sporo cierpliwości w sobie, może w „Odnalezionym portrecie” odnaleźć lekturę dla siebie. Utwór pobudza bowiem do przemyśleń i pozwala pogłębić wiedzę historyczną. Czytelnik poczytać może m.in. o tym, jak polityka i zawirowania historyczne wpływały na mieszkańców Śląska. Wojny, okupacja, komunizm, współczesność. Kto zdecyduje się sięgnąć po książkę, zyska niezwykle wartościowy literacki mini-przewodnik po XX wieku. Autor nie szczędzi opisów związanych z tym, jak dawne dzieje gmatwały ludzkie losy, burzyły spokój, zagrażały bezpieczeństwu bohaterów i wystawiały ich na próby.
„Odnaleziony portret” to lektura wymagająca głębokiego skupienia i uwagi. Nie jest to książka: na jeden wieczór. Odkrywać jej treść i walory trzeba bowiem powoli, okazując wyrozumiałość w tych momentach, które nie porywają. Utwór mnie nie oczarował. Niemniej ogromny plus za tematykę i podzielenie się z odbiorcami tym, co gra w duszy Ślązaka i miłośnika historii.
Iwona Trojan
(iwona.trojan@dlalejdis.pl)
Marian Piegza, „Odnaleziony portret”, Novae Res, Gdynia, 2019 r.
Komentarze