„Pani Fletcher”- recenzja

Recenzja książki „Pani Fletcher”.
Już od dawna wiadomo, że czytelniczki mają dosyć grzecznych bohaterek pokornie czekających w kącie na księcia z bajki.

Sukces „50 twarzy Greya” oraz wielu mu podobnych książek, udowodnił, że nie ma to jak pikantna książka, pełna zmysłowych scen i równie zmysłowych postaci.

Eve Fletcher jest właśnie taką zmysłową bohaterką. To rozwódka z dorosłym synem, który właśnie opuścił dom i pojechał na studia. Eve ma więc czas i sposobność, by odkurzyć swoje seksowne szpilki i zacząć w pełni korzystać z dobrodziejstw Tindera i jemu podobnych opcji. Równolegle toczący się wątek syna Eve, Brendana, przeżywającego na kampusie swoje pierwsze zderzenie z rzeczywistością, jakim jest randkowanie z prawdziwymi kobietami.

Perrota w zabawny i prześmiewczy sposób zderza ze sobą te dwa wątki: odkrywającej na nowo swoją seksualność dojrzałej kobiety oraz pozornie nowoczesnego młodzika, który całą wizję związków damsko-męskich czerpie z filmów porno. Zgadnijcie, kto lepiej odnajduje się we współczesnym świecie?

Pomimo zabawnych aspektów książka opisuje bardzo realnie problem uzależnienia od porno i wszelkich konsekwencji, jakie to uzależnienie ze sobą niesie. Eve zdaje się wszędzie widzieć seksualne napięcie, również tam, gdzie go nie widać, co powoduje, że staje się katalizatorem wielu mniej lub bardziej nieprzyjemnych sytuacji. Jej syn zdaje się być o wiele bardziej skrzywdzony: przekonany, że kobiety lubią poniżanie, traktuje swoje partnerki przedmiotowo, w konsekwencji czego zostaje nie tylko bez dziewczyny, ale także bez przyjaciół oburzonych jego postępowaniem.  Eve swoją walkę wygrywa, jej syn zostaje sam…

Perrotta pokazuje, że można mówić o ważnych sprawach na wiele sposobów, także w książce pełnej seksu i wulgaryzmów. „Pani Fletcher” porusza także tematy randkowania we współczesnym świecie nastawionym na sukces i wygląd, powierzchownych związków z ludźmi, traktowanymi instrumentalnie, a także historię dotycząca korekty płci. To wszystko spina się w spójną, choć momentami kontrowersyjną całość.

Czytelnikom nastawionym na emocje podobne do tych, które odczuwali podczas lektury książek Bianki Lipińskiej, „Panią Fletcher” odradzam, całej reszcie polecam, bo to niegłupia powieść obyczajowa, nawet jeżeli autor postanowił ją zakończyć w mało satysfakcjonujący dla mnie sposób. 

Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)

Tom Perrotta, „Pani Fletcher”, Znak, Kraków 2019



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat